| |
Ktoś,
nie pamiętam kto, napisał swego czasu o pewnej płycie „co to jest i po co to
żyje.” To zdanie znajduje zastosowanie także w przypadku filmu Brada Sykesa
pt. Fabryka śmierci.
Fabuła nie jest wyszukana (co nie musiałoby
być wadą, gdyby „dzieło” miało inne walory) – grupka młodych ludzi urządza
za namową koleżanki imprezę w zamkniętej fabryce. Kameralne przyjęcie, na
które składają się głównie piwo, seks i żałosne dialogi, szybko zamienia się
w koszmar potworny jedynie z założenia.
Fabryka śmierci
to przykład kina niezależnego z najniższej półki. W tym filmie złe jest
wszystko od scenografii przez grę aktorską po wyjątkowo mało przemyślany
scenariusz sprawiający wrażenie pisanego na kolanie. W tytułowej fabryce
produkowano swego czasu niebezpieczne chemikalia, tymczasem przede wszystkim
pełno w niej łóżek, po których przewalają się bohaterowie pomiędzy drętwymi
gadkami. Efekty specjalne wołają o pomstę do nieba za swój kompletny brak
realizmu i techniczną amatorszczyznę, której nikt nawet nie starał się
choćby odrobinę zamaskować. Alexa, czyli zło zamieszkujące fabrykę, wypada
nieco śmiesznie, zwłaszcza kiedy syczy. Charakteryzacja tej postaci łudząco
przypomina bohaterkę trzeciej części Powrotu żywych trupów.
Potworność Alexy uzasadniona jest działaniem szkodliwych chemikaliów, które
swego czasu na niej testowano, co jednak zupełnie nie wyjaśnia, dlaczego
okręciła się drutami i innym złomem. Podobnych niedociągnięć jest w filmie
Sykesa na pęczki. Choć jest krótki, jego oglądanie bardzo się dłuży.
Są filmy, które obrażają inteligencję widza,
jednak wybacza im się to, jeśli mogą oferować coś w zamian, np. rewelacyjny
nastrój czy choćby ciekawe efekty. Fabryka śmierci natomiast żadnego
klimatu nie ma. Ani przez chwilę nie poczujecie dreszczu na kręgosłupie. Być
może twórcy bawili się dobrze kręcąc to coś. Ogląda się beznadziejnie.
|

|
::PLUSY::
+
Sprawdza się jako środek nasenny
::MINUSY::
-
Wszystko pomiędzy napisami początkowymi a końcowymi
::OCENA FILMU::
1/10 |

|
| |
|
AUTOR:
KAROLINA GÓRSKA |
|
|