| |
Jak smakują „zakazane owoce”? Pytanie
niejasne, interpretacyjnie wieloznaczne. Sprecyzujmy więc. Jak odbieramy
kino ciężkie, budzące odrazę, do bólu bezpośrednie i krwawe, poruszające
tematy tabu, nie dające spać po nocach dewotkom i obrońcom moralności? Mówi
się, iż „owoc zakazany” smakuje najlepiej. Jest w tym ziarenko prawdy.
Przekonuję się o tym od wielu lat, za każdym razem gdy wpadną mi w ręce
filmy bulwersujące, nokautujące widza demoralizacją i okrucieństwem, często
zakazane i trudno dostępne. Seans nierzadko ciężki, mniej lub bardziej
działający na psychikę. To, co najbardziej ciekawi mnie przed każdą
projekcją takich filmów, to granica jaką tym razem przekroczył reżyser.
Produkcji tego typu widziałem wiele, z każdą z nich wiążą się inne odczucia
i wnioski. Są filmy, które zapadają w pamięć, inne z kolei ulatują zaraz po
napisach końcowych. Niektóre cenię za odważną tematykę czy też realistyczne
efekty gore (zastosowane w granicach zdrowego rozsądku). Jednak wiele
produkcji wzbudziło we mnie negatywne odczucia. Obrazów tych nie było sensu
analizować, nie było sensu ich kręcić. Znakomitym przykładem takiego kina
jest okryty złą sławą film „Slaughtered Vomit Dolls”, produkcja bez krzty
polotu i ambicji, odrzucająca całokształtem. Nie pojmuję jakimi przesłankami
kierował się reżyser kręcąc to „dzieło”. Zajmijmy się jednak obrazami , w
których szokujące treści idą w parze z solidną realizacją i koncepcją, która
potrafi wstrząsnąć widzem, ale i zarazem zmusić do myślenia. W 1994 roku
hiszpański reżyser i scenograf Nacho Cerda stworzył film krótkometrażowy,
traktujący o jednej z najbardziej odrażających dewiacji seksualnych,
mianowicie o nekrofilii.
Akcja rozgrywa się w jednym miejscu,
kostnicy. Obserwujemy pracę dwóch mężczyzn. Bez emocji, w milczeniu, oddani
rutynowym czynnościom. Jeden z nich po dokonanej autopsji kończy pracę i
opuszcza pomieszczenie. W tym momencie rozpoczyna się właściwa „akcja”
filmu. Drugi mężczyzna postanawia zostać w pracy trochę dłużej. Autopsji
poddane zostaje ciało młodej kobiety, choć „autopsja” w tym przypadku to
niewłaściwe słowo. Widz zaczyna dostrzegać nienaturalne zachowanie
pracownika kostnicy. Rozbiera zwłoki, po czym napawa się ich widokiem. Na
tym jednak nie koniec. To, czego widz będzie świadkiem, nie da się opisać
słowami…
Film trwa zaledwie 30 minut, ale to w
zupełności wystarczy aby doznać niemałego szoku. Zarówno sceny autopsji, jak
i te przedstawiające „chorą zabawę” jednego z mężczyzn, mogą niejednych
przyprawić o mdłości. Ale to, co w filmie Cerdy wychodzi na pierwszy plan i
policzkuje widza, to sama tematyka, omijana szerokim łukiem przez
współczesnych twórców ekranowej grozy. Film miał na celu szokować i robi to
w sposób nad wyraz bezpośredni. Zniesmaczenie potęguje się z minuty na
minutę, aby w samej końcówce powalić widza na deski. Hiszpański obraz
porusza temat trudny i za to należy się twórcom uznanie. To co rzuca się w
oczy to brak subtelności i niedomówień, tutaj wszystko podane jest na tacy.
Film zdominowany jest przez kolor czerwony, co w połączeniu z cicho snującą
się muzyką klasyczną daje wybuchową mieszankę. Idealna wręcz harmonia.
Reasumując, film Nacho Cerdy nie jest tworem wyjątkowym, ale przyznać
trzeba, iż otwiera nam oczy na wynaturzoną dewiację jaką jest nekrofilia.
Otwiera je szeroko i nie pozwala zamknąć przez cały seans. Podkreślam
jednak, iż „Aftermath” to film wyjątkowo trudny w odbiorze. Widzom wrażliwym
zdecydowanie odradzam. Natomiast dla tych, obytych ze stylistyką gore,
produkcja ta będzie krwawą opowiastką o przekraczaniu granic i zatraceniu
człowieczeństwa wskutek chorego popędu seksualnego. Na tym zakończę.
|

|
::PLUSY::
+ odważna, rzadko
eksploatowana tematyka,
+ trafne połączenie obrazu i muzyki,
+ nie pozostawia obojętnym,
+ jeden z najbardziej szokujących „tworów” gatunku grozy
::MINUSY::
- odrażający i krwawy,
- nie dla każdego,
- przekracza granice dobrego smaku
::OCENA FILMU::
6/10 |
 |
| |
|
AUTOR:
PABLO |
|
|