Rayne w dzieciństwie traci matkę i
zostaje "zmuszona" do wstąpienia cyrku dziwadeł. Czas spędzony w tym
miejscu jest dla niej prawdziwym koszmarem. Właściciel cyrku
prezentuje jej umiejętności przed publicznością, która z każdym
nowym numerem zagrzewa się coraz bardziej. Jak się później okazuje
Rayne jest dhampirem - pół wampirem, pół człowiekiem. Uciekając z
cyrku, zaprzysięga sobie zemszczenie się na oprawcach swojej matki.
Nie zważając na przeciwności losu wstępuje do tajnego stowarzyszenia
i wraz z nim spróbują wytępić przeklęty gatunek - wampiry...
Nieoczekiwanie po trzech latach od
wydania gry "BloodRayne" powstaje film, oczywiście na jej podstawie.
Tylko dlaczego do reżyserii zabrał się znany już wszystkim Uwe Boll.
Przeglądając internet natknąłem się na dość ciekawe zdanie: Dajcie
coś Uwe Boll'owi to zrobi z bardzo dobrego scenariusza kaszankę
jakich mało. Już mogliśmy się o tym przekonać na przykład w "House
Of The Dead", który też reżyserował. Przyznam się, że trzeba mieć
talent, żeby spartaczyć naprawdę dobrą historię na film. Wracając do
tej ekranizacji, Uwe jak zawsze musiał zostawić po sobie pewien
niesmak. Ale zacznę najpierw od plusów filmu, a później przejdę do
minusów, których jest o wiele więcej.
Bardzo dobrym pomysłem było
zaczerpnięcie fabuły z gry pod tym samym tytułem. Trzy lata temu
osiągnęła ona dość spory sukces i filmowcy nie chcieli zmarnować
swojej szansy na łatwe pieniądze. Ale jak się okazało, film nie
wywarł na mnie takiego wrażenia jak gra. Już w samej grze jest
więcej momentów, w których można się wystraszyć. W filmie tego nie
doświadczymy. Po prostu jest tu w ogóle mało dobrej akcji, a gdzie
tu mówić o dobrym horrorze. Jedynie co łączy ten film z horrorem to,
że jest to opowieść o wampirach. A tak po za tym to chyba nic
więcej. Podobać się mogą lokacje, które możemy zobaczyć na ekranie.
W większości są one mroczne i dobrze przybrane do scen filmowych. Oczywiście większość akcji rozgrywa się w nocy, w końcu to opowieść
o wampirach. Nie można zapomnieć o muzyce, która zadziwiła mnie
swoją kompozycją i dopasowaniem do akcji. Ciekawe jest to, że jeśli
zmieniono by ją to film straciłby całkowicie na klimacie i nie
czułoby się nawet odrobiny klimatu grozy.
Czas teraz na minusy. Jest ich dość
sporo, ale jak się przekonaliśmy, w filmach Uwe Boll'a to normalne.
Już na samym wstępie widzimy żenujące sceny, ni to horror ni
komedia. Ciężko powiedzieć jaki gatunek film ten reprezentuje. Ale
po oglądnięciu stwierdzam, że to na pewno nie horror. Praktycznie
nie istnieją sceny w których moglibyśmy się wystraszyć. A przecież
na tym bazuje horror. Są może jakieś sceny, w których można się
wystraszyć, ale to dzięki muzyce, a nie stworom, atakom czy innym
rzeczą. Podczas oglądania dochodzi jeszcze jedne najgorszy ze
wszystkich elementów, które możemy doświadczyć podczas projekcji. A
mowa tutaj o nudzie. Prawdziwy fanatyk horrorów zrozumie to o czym
przed chwilą napisałem. Film za bardzo schodzi na "bok" zamiast
trzymać się fabuły gry. Dlatego też wyszło to co wyszło.
Jednak można być też optymistą
oglądając tą produkcję. Mogą podobać się długie wprowadzenia do
każdej ze scen. Nieuchronne czekanie aż coś konkretnego się wydarzy.
Najdziwniejsze jest to, że film oferuje nam małą dawkę przemocy. Tak
prawdę powiedziawszy film zszedł bardziej na podłoże historyczne o
wampirach. Nie przesadzając z horroru jest tu maksymalnie do pięciu
minut. Tak dla przypomnienia napiszę, że bazuje on na grze
komputerowej w której co chwilę coś się działo. Nie było chwili
spokoju. A tutaj dobrze będzie jak nie zaśniecie. Oglądając "BloodRayne"
na pewno każdy zwróci uwagę na aktorów. Akurat ich gra mi się nie
podobała. Większość z nich "odbębniła" swoją pracę, tak, żeby wpadło
trochę pieniędzy do kieszeni. Dodatkowo na ekranie można zauważyć
trochę sztuczności, która wkrada się we wszystkich filmach które
reżyseruje Uwe Boll. Jeszcze jedno o którym zapomniałem napisać
wcześniej. Są to efekty specjalne. Podszedłem do nich z
przymrużeniem oka. Nie są jakoś zadziwiająco zrobione. Po prostu są
średniej klasy.
Nie znajdziecie tutaj nic nowego. I
właśnie to jest najgorsze. Czasami tak mi się wydaje, że produkcja
ta przypomina po części "Władca Pierścieni". Ale wykonaniem nie
dorównuje mu nawet do pięt. Jak widać z powyższego opisu, nie warto
jest oglądać ten film. Ja zobaczyłem go z ciekawości. Ciężko
powiedzieć czy jest on filmem który zagości u nas na dłuższy czas.
Ale po opiniach, które można znaleźć na różnych forach internetowych
to raczej odejdzie on tak szybko jak się pojawił. Ocenę którą
wystawiłem to z sentymentu do gry. Każdy ma swoje gusta i może
powiedzieć, że mu się ta produkcja podoba. Ale większość podzieli
moje zdanie. Czy oglądniecie "BloodRayne" zależy tylko od Was? Więc
sami zdecydujcie.