|
Małżeństwa kręcące horrory to raczej
rzadkość. Brian i Laurence Avenet-Bradley’owie to para twórców, która nie ma
zbyt wielu pozycji na swoim koncie. Jednak, gdy już zabiorą się za robienie
filmów wychodzi im to całkiem dobrze. Mroczne szczątki to klimatyczna
historia o duchach i nawiedzonych miejscach, opowiedziana w klimacie
azjatyckich ghost - story. Dzięki połączeniu dobrych pomysłów i starych
sprawdzonych wzorców, powstał sprawnie zrealizowany a co najważniejsze
interesujący obraz.
Młoda para po śmierci dziecka, chcąc uciec od
koszmaru rzeczywistości, wyjeżdża do małego domku w górach. Julie pogrążona
w depresji, stara się zająć fotografią. Robi zdjęcia w budynku starego,
opuszczonego więzienia. Allen jest pisarzem poradników technicznych. W ciszy
i odosobnieniu domu na odludziu zajmuje się pracą. Małżeństwo odkrywa z
czasem, że ich miejsce zamieszkania jest nie tylko nawiedzone, ale posiada
mroczne tajemnice, których odkrycie będzie dla nich przerażającym
doświadczeniem.
Film „Mroczne szczątki" mimo skromnego
budżetu jest ciekawy i potrafi przestraszyć. Na szczególną uwagę zasługują
liczne jump–scenes z duchami w roli głównej. Demoniczne postacie wyskakujące
z różnych miejsc, potrafią zrobić naprawdę piorunujące wrażenie. W najmniej
oczekiwanych momentach pojawia się zjawa, która znika po kilku sekundach
tak, aby widz nie zdążył się nią znudzić. Takich ujęć jest w filmie bardzo
dużo, co jednak z czasem zaczyna trochę nużyć i nie przynosi już
oczekiwanych rezultatów zaskoczenia.
Aktorstwo w „Mrocznych szczątkach” stoi na
przyzwoitym poziomie. Nieco irytująca jest postać Julie, wiecznie smutnej i
pogrążonej w depresji dziewczyny. Jednak taka zapewne była wizja reżysera. W
zasadzie tylko w jednej scenie retrospekcji, widz może obserwować
uśmiechniętą i wesołą mieszkankę domu. Później, aż do samego końca filmu,
jest tak smętna, że momentami wręcz karykaturalna.
Ciekawie została zrobiona charakteryzacja
duchów, która przypomina tą z azjatyckich filmów grozy, takich jak „Ringu”
czy „The Grudge”. Jest nieprzesadzona, jednak sugestywna i przerażająca.
Interesujący jest również motyw ze zmarłymi postaciami pojawiającymi się na
zdjęciach Julie. Zabieg ten, co prawda już nieraz był wykorzystywany w
różnego rodzaju filmach, jednak tym razem idealnie wpasowuje się do klimatu
i nastroju „Mrocznych szczątków”.
Muzyka głównie w scenach finałowych, gdzie
zjawy i duchy wychodzą niemal z każdego zakątka domu, może przyprawić o
dreszczyk emocji i szybsze bicie serca.
Brian Avenet – Bradley odpowiedzialny był za
reżyserię i scenariusz a jego żona Laurence zajęła się zdjęciami. Właśnie te
elementy w filmie nie zawodzą. Świetne ujęcia i szybki montaż, głównie
podczas ujęć z duchami w roli głównej powoduje, że film ogląda się
doskonale. Może małżeństwo Bradley’ów w swoich następnych dziełach, powinno
zająć się wszystkimi elementami produkcji? Może wtedy wyszedłby z tego
horror doskonały?
Oglądając obraz późnym wieczorem w samotności
na dużym ekranie, można naprawdę nieźle się wystraszyć. Twórcom udało się
coś, czego brakuje ostatnio dużym kinowym hitom w stylu Resident Evil, w
których efekt specjalne i budżet mogą przyprawić niejednego widza o zawrót
głowy. Czasami prostsze środki i misterne, stopniowe budowanie nastroju jest
znacznie ciekawszym zabiegiem, niż ogromne pieniądze wydawane na coraz
doskonalsze techniki obrazu.
Zachęcam do sięgnięcia po obraz małżeństwa
Bradley’ów, który powinien usatysfakcjonować każdego kinomaniaka lubiącego
się bać. Życzyłbym sobie, aby kolejne produkcje tej utalentowanej pary, były
przynajmniej równie dobre jak „Mroczne szczątki”… a może nawet lepsze.
|

|
::PLUSY::
+
Nastrój
+
Mroczny klimat
+ Dobre aktorstwo
+ Muzyka
::MINUSY::
-
Zbyt dużo jump -
scenes
- Stara i dobrze ograna historia o duchach i nawiedzonych miejscach
::OCENA FILMU::
8/10 |

|
| |
|
AUTOR:
WOJCIECH KULAWSKI |
|