SPIS WEDŁUG TYTUŁÓW ORYGINALNYCH

0-99A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  Q  R  S   U  V  W  X  Y  Z  Ż  Ź


 



 

DAY OF THE DEAD (2008)



 

 

::TYTUŁ POLSKI::
Day Of The Dead

::REŻYSERIA::
Steve Miner

::SCENARIUSZ::
Jeffrey Reddick

::MUZYKA::
Tyler Bates

::OBSADA::
Mena Suvari, Michael Welch, Ving Rhames...

::KRAJ::
USA

::ROK::
 
2008

::CZAS TRWANIA::
87 min.


 
 

A sądziłam, że po remake’u „Nocy żywych trupów” w 3D, który popełnił niedawno niejaki Jeff Broadstreet już nic gorszego się nie przytrafi… Grubo się myliłam. Oto ktoś wziął kultowy scenariusz do „Dnia żywych trupów”, pojechał z nim do Bułgarii i nakręcił coś, co można określić jedynie mianem bezczeszczenia klasyki.  Nie mogę się jedynie nadziwić jakim cudem temu komuś udało się namówić do współpracy Menę Suvari, gwiazdę m.in. „American Beauty”. Gwiazdy chyba ostatnio cienko przędą…

Znawcom gatunku oryginału „Dnia żywych trupów” ani kultowego reżysera: George’a A. Romero przedstawiać nie muszę. Tym, którym dzwoni, ale nie wiedzą dokładnie w którym kościele, radzę jak najszybciej nadrobić zaległości.

Fabuła filmu skupia się wokół dwojga bohaterów - rodzeństwa  Sary i Trevora. Ona jest żołnierzem z przeszłością, on nastolatkiem żyjącym tym co tu i teraz. Ich relacje nie są zbyt dobre, ale poprawiają się w obliczu epidemii zmutowanego wirusa grypy, który zmienia zwyczajnych ludzi w śmiertelnie niebezpieczne żywe trupy. Mało tego – zarażeni czy też zombie są niezwykle szybcy i silni, sprawniejsi niż zawodowi kaskaderzy, do tego agresywni i czujni, więc walka z nimi jest bardzo utrudniona nawet jeśli ma się na wyposażeniu pół wojskowego arsenału.  Bohaterowie muszą po prostu utrzymać się przy życiu i wyrwać z miasta, niekoniecznie kładąc kres epidemii, bo nie o to w filmie chodzi. Za to już się zabierze Gwardia Narodowa.

Pierwszy wniosek, jaki się nasuwa to mariaż sagi Romero z 28 dni czy tygodni później i to jest wniosek jak najbardziej trafny. Bohaterowie niby posługują się terminem zombie w stosunku do swoich wrogów a i wrogowie owi pewne cechy zombie zdradzają, ale nie do końca.  Klimatu pierwowzoru ten film nie odziedziczył, jeśli coś przypomina to raczej „28 dni później” albo serię „Resident Evil”. Nowy „Day of the dead” miał chyba połaczyć tradycję Romero z nowoczesnymi wersjami zombie movies, ale zawiódł obie konwencje, dając w rezultacie film przwidywalny, płaski i bez życia, ot zwykłą krwawą jatkę, którą równie dobrze można oglądać bez dialogów, bo i tak wiadomo o co chodzi i co się zaraz stanie.  Dziury i niekonsekwencje można tu mnożyć: łagodny zombie - wegetarianin, który staje się maskotką bohaterów i nie zapomina o uczuciu do Sary aż do samego końca, gdy umiera ratując jej życie, nieracjonalne zachowanie bohaterów, którzy w jednej scenie są wzorem survivera a w kolejnej narażają bezmyślnie swoje życie, uber-zombie naukowiec – trudno nie skojarzyć np. z lickerami z serii RE albo tym podobnymi Nemesisami, strzelające z broni maszynowej zombie, żołnierze nie umiejący zachowywać się jak żołnierze, Murzyn-rasista o usposobieniu bardziej przypominającym członka gangu ulicznego niż karnego wojskowego etc. Gra aktorska jest wprawdzie na poziomie, ale trudno by aktorzy sami ratowali kulejącą fabułę. Faktycznie tylko akcja i krew czynią ten film możliwym do obejrzenia. Niektórym mogą się też spodobać „inne” zombie. Albo Mena Suvari. Ci, którzy wiedzą, że nic z powyższych nie będzie w stanie utrzymać ich w fotelu przez półtorej godziny niech nie tracą czasu.



 

::PLUSY::
+ charakteryzacja zombie
+ Mena Suvari
+ sporo scen gore i dużo akcji

::MINUSY::
-  do pięt nie dorasta oryginałowi
-  brak klimatu
- specyficzne przedstawienie zombie

::OCENA FILMU::
4/10



 

   

AUTOR: MEOW