::INFORMACJE::




::TYTUŁ POLSKI::
Frankenfish

::
REŻYSERIA::
Mark A.Z. Dippé

::SCENARIUSZ::
Scott Clevenger, Simon Barrett

::MUZYKA::
???


::ROK::
2004

::CZAS TRWANIA::
 84 min.

::KRAJ::
USA

::OBSADA::
Tomas Arana
Marco St. John
Tory Kittles

::PLUSY::
+ Efekty specjalne
+ Humor
+ Obsada
+ Tępo akcji


::MINUSY::
- Scenariusz
- Kilka drobnych wpadek…
- Nudny początek…


::OCENA FILMU::
6/10
 

 


SPIS WEDŁUG TYTUŁÓW ORYGINALNYCH

0-99A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  Q  R  S   U  V  W  X  Y  Z  Ż  Ź


FRANKENFISH

 

Lata pięćdziesiąte minionego wieku to złoty okres dla monster movies, następnie nastąpiło lekkie załamanie na arenie kontynuacji. Jednak od czasu do czasu pojawiały się kolejne wznowienia oraz remake’i kultowej jak dla mnie tematyki stworów, których pochodzenie nigdy do końca nie było wyjaśniane. Lata dziewięćdziesiąte niejednokrotnie pomijały ową dziedzinę ekranizacji, wpuszczając na rynek zaledwie kilka mało znanych horrorów. Początek nowego wieku spowodował nieznaczny nawrót tematyki, której rodowód jest dosyć skomplikowany i kształtuje się na początku lat dwudziestych minionego wieku. Do jednej z nisko budżetowych, ale jakże błyskotliwych produkcji należy Frankenfish, która nie tylko zwiastuje nawrót tematyki krwiożerczych potworów, ale również jest przykładem filmu, który może przestraszyć, zszokować ale przede wszystkim trzyma w napięciu do samego końca. Warto zauważyć, iż po trzydziestu minutach trwania seansu praktycznie co dziesięć do piętnastu minut mamy kolejną ofiarę, można by żartobliwie rzec, że danie na wynos co jest podstawowym plusem całej produkcji, której fabuła jest dosyć banalna, przez co tworząca klimat czarnej komedii z elementami ostrego gore.  

Całość opiera się na dosyć odświeżonym pomyśle a mianowicie w stanie Luizjana, nad Zatoką Meksykańską dochodzi do dosyć drastycznego wypadku. Podczas połowu skorupiaków traci życie miejscowy osadnik, którego niewiadomego pochodzenia stworzenie wciąga pod wodę i… Zjada. Oczywiści miejscowa policja zwraca się o pomoc w śledztwie, do którego zostaje powołany stanowy patolog Sam Rivers oraz pięknej Mary Callahan z Departamentu Leśnictwa. Nieco zniesmaczony powierzonym zleceniem Sam stwierdza, że wypadek spowodowały miejscowe aligatory, lecz po dogłębniejszym zapoznaniu się dowodami owe stwierdzenie szybko zostaje odrzucone. Wspólnie z Mary płyną w górę rzeki by zapoznać się z tamtejszym ekosystemem oraz ludnością, lecz ich podróż zostaje przerwana, bowiem w wyższych partiach bagien zauważają dryfującą łódź a obok niej rybaka, który nieco pogłębia ich wiedzę na temat miejscowych wierzeń. Wspólnie płyną do osady rybackiej, która zbudowana jest na wodzie, gdzie napotykają grupę ludzi, powiedziałbym dań na wynos, ale to sami zobaczycie. Cała sprawa nabiera rozpędu, gdy jeden z miejscowych traci głowę, dosłownie, zatem nasi uwięzieni na pływających barkach bohaterowie będą zmuszeni walczyć o przetrwanie. Na tym mógłbym zakończyć opis, jednak by podsycić waszą ciekawość, dodam, że na nasi bohaterowie, nie są jedynymi, którzy interesują się tym niespotykanym wybrykiem natury, bowiem na polowanie wybiera się ekscentryczny biznesmen, który potrzebuje przynęty na ryby, żywej przynęty, można by rzec, że tej, co przeżyła do jego przybycia. Zatem do końca nie wiadomo będzie, kto jest pożywieniem a kto jest myśliwym. Pamiętajcie jedno… One się rozmnażają…    

Mark Dieppe, zazwyczaj kojarzony z Parkiem Jurajski w którym współtworzył efekty specjalne wyreżyserował film, który sam w sobie jest jednym wielkim efektem specjalnym. Po mimo przewidywalnej fabuły reżyser zaserwuje widzowi, co wielu zadowoli, dosyć ciekawe sceny gore, w których trup się ścieli gęsto. W filmie zastosowano również niepowtarzalny humor, który rozbawia widza po przez niebanalne dialogi głównych postaci. Szereg animacji komputerowych nie pozwala choćby na chwilę zapomnieć, że mamy do czynienia z monster movie, który niebywale trzyma w napięciu, tworząc narastające tępo akcji. Do zalet tej produkcji należą również efekty pirotechniczne oraz poziom gry aktorów, która może nie jest twórcza ale zasadniczo utrzymuje wyjątkowo wyrazisty poziom tworząc indywidualna dosyć charakterystyczne zarazem wszelako różniące się od siebie. Wielu zauważy wiele nawiązań do filmów o podobnej tematyce, bowiem scenarzysta celowo używa utartych już elementów zaskoczenia oraz scen, które w stu procentach wykorzystują to, co najlepsze u poprzedników. Całości towarzyszy niewinny podkład muzyczny stylizowany na klasykę wczesnych lat osiemdziesiątych oraz muzyka ilustracyjna, która doskonale podkreśla wszelkie sceny pościgów oraz zgonów. Moim zdaniem jest to jeden z niewielu filmów, który w ostatnich latach po mimo wielu niedociągnięć odtwarza na nowo sprawdzone już rozwiązania, skrzętnie wiążąc je w całość.

Są gusta i guściki, nie każde owa produkcja zadowoli swoim angielskim humorem ora techniką przekazu, ale daję gwarancję, że po nieco ociągającym się wstępie nikogo nie zawiedzie pod względem nieustające akcji oraz scen, które na długo utkwią w pamięci widza. Nie zgodzę się również z opinią, iż film nie zawiera żadnych innowacji stając się zbędną produkcją, bowiem stanowi miłą odskocznie od produkcji, których wysoki budżet został przeznaczony na marketing. Uważam, że Frankenfish jest zapowiedzią zmian, może, gdy pojawi się więcej zwolenników owej tematyki, na naszych ekranach zagoszczą produkcje, które przywrócą świetlność jakże wartościowym filmom o potworach, których pochodzenie pozostanie tajemnicą a ich nazwa będzie wywoływać uśmiech na twarzy oraz sentyment tamtych lat… Jak dla mnie ta produkcja mile mnie zaskoczyła a czas przeznaczony na seans uznaje za miło spędzony, czego i wam życzę…


ZOBACZ RÓWNIEŻ


DVD

CIEKAWOSTKI

KSIĄŻKI

SYLWETKI

MUZYKA

DOWNLOAD

AUTOR: REQUIEM

 
     
 



::GALERIA::