SPIS WEDŁUG TYTUŁÓW ORYGINALNYCH

0-99A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  Q  R  S   U  V  W  X  Y  Z  Ż  Ź


 



 

MASTERS OF HORROR: JENIFER



 

 

::TYTUŁ POLSKI::
Mistrzowie Horroru: Jenifer

::REŻYSERIA::
Dario Argento

::SCENARIUSZ::
Steven Weber,
Bruce Jones

::MUZYKA::
Claudio Simonetti

::OBSADA::
Steven Weber, Carrie Anne Fleming, Brenda James, Harris Allan...

::KRAJ::
USA

::ROK::
2005

::CZAS TRWANIA::
55 min.


 
 

Pamiętacie okładkę albumu „Vulgar Display of Power” Pantery? Kudłaty facet obrywa nokautującym prawym-prostym centralnie w szczękę. Dokładnie tak samo jest z tym filmem: pierwotna siła, bez żadnej finezji, kopniak prosto w brzuch.

  

Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy detektyw Frank Spivey (Steven Weber) przesiaduje wraz ze swoim partnerem w zaparkowanym na wiejskiej drodze samochodzie i objada się niezdrowym żarciem. W pewnym momencie postanawia pospacerować dla „rozprostowania kości” i wtedy zauważa podejrzanego mężczyznę, wlokącego za sobą związaną dziewczynę (Carrie Anne Fleming). Frank, niczym rycerz w lśniącej zbroi, rusza na ratunek i celnym strzałem zabija oprawcę. Wdzięczna niewiasta spogląda na wybawiciela, długie blond włosy przestają zasłaniać twarz i … „zonk”. Czarne, bezdenne - niczym odpływ rury kanalizacyjnej - oczy, zdeformowana twarz, ostre zęby i obowiązkowa strużka śliny na brodzie. A spodziewaliśmy się „pięknej nieznajomej”. Coś jakby grać w rosyjską ruletkę nienabitą bronią i nagle dowiedzieć się, iż „figlarna” żonka wetknęła do komory nabój – ot, dla urozmaicenia rozgrywki. Niby niewiele się zmieniło, ale i tak czujecie nieprzyjemny, rozpaczliwy trzepot w klatce piersiowej. Hej, hej, mówi wasze sponiewierane serduszko…

W tym miejscu chciałbym zaapelować do polskich organów legislacyjnych o zmianę prawa i wprowadzenie kary dożywotniego więzienia dla wydawców, którzy „zbyt wiele pokazującymi” okładkami, psują widzom zabawę. Poważnie, w „Jenifer” cała pierwsza scena poszła się przez to … (tu wpisz swój ulubiony wulgaryzm).

  

Spełniwszy obywatelski obowiązek, powracam do fabuły. A jest ona nad wyraz prosta i nieskomplikowana, co w tym wypadku wcale nie stanowi zarzutu. Wręcz przeciwnie! Pomimo, że od początku wiemy, iż szpetna dziewczyna reprezentuje prawdziwe wcielenie zła, przekleństwo ludzkości, pomiot szatana… (uzupełnić stosownie do chęci i wiedzy czytelnika), powyższy fakt wcale nie wpływa na „radochę” z oglądania. Po prostu krótka - niespełna godzinna - skondensowana dawka strachu, seksu i obleśności. Mieszanka wybuchowa, której znakiem rozpoznawczym są czarne ślepia, wystające zęby i sterczące zadziornie cycki głównej bohaterki. Bohaterki całkiem atrakcyjnej, jeżeli przyjrzeć się jedynie od szyi w dół. Natomiast po obejrzeniu rejonów „powyżej”, studenckie porzekadło „Worek na łeb i za ojczyznę” wydaje się wprost idealnie stworzone na taką okoliczność. Przy czym, moim skromnym zdaniem, próby współżycia z Jenifer „za mamusię”, „za tatusia” czy „za pieniądze”, również nie obyłyby się bez wspomnianego, foliowego afrodyzjaku.    

Detektywowi Spiveyowi zdaje się to jednak nie przeszkadzać: od samego początku coraz bardziej pogrąża się w seksualnej obsesji, zbliżonej w pewnym zakresie do tej ukazanej w filmie „Nagi instynkt”. Niestety, mimo „mocno zaawansowanego wieku średniego” Sharon Stone nadal prezentuje się o wiele lepiej od znacznie młodszej, tytułowej bohaterki recenzowanego dzieła.

  

Całe szczęście, sceny seksu nie są zbyt dosłowne i choć powierzchownie brutalne, mają w sobie coś z miłosnych uniesień charakterystycznych dla cukierkowych komedii romantycznych - plus szczypta perwersji w postaci zdeformowanej twarzy dziewczyny.

Hmm, chyba tyle... W skrócie: przyjemny filmik na leniwe, wiosenne wieczory z ukochaną osobą. A po seansie, hyc, hyc, hyc i załączamy „Teksańską masakrę piłą mechaniczną” – tak dla podtrzymania romantycznego nastroju.



 

::PLUSY::
+ krótki, bez zbędnych dłużyzn
+ interesująca charakteryzacja

::MINUSY::
- krótki
- brak oryginalności
- przewidywalny
- „płaska”, jednowymiarowa postać tytułowej bohaterki

::OCENA FILMU::
6
/10



 

   

AUTOR: KAMIL SZPYT