| |
To
mógł być naprawdę dobry film. Wyszło natomiast coś przypominającego płonące
zapałki wetknięte w krowi placek: kilka świetlistych punkcików w morzu… sami
wiecie czego.
Fabuła została oparta na klasycznym (żeby nie
powiedzieć – sztampowym) schemacie: malarz David Drayton (Thomas Jane)
wraz z synkiem Billim (Nathan Gamble) i prawie całą społecznością
niewielkiego, amerykańskiego miasteczka, barykadują się w supermarkecie w
obawie przed tajemniczą mgłą. A jest się czego bać, gdyż na zewnątrz czyhają
m.in. przerośnięte pająki, pseudo-pterodakyle i ośmiornicowate monstra,
marząc tylko, by dostać się do środka. Czyli prawdziwy „full service”
horrorowych okropności.

Na różnorodność postaci również nie możemy
narzekać: mamy czarnoskórego, wielkomiejskiego prawnika, kilku podstarzałych
opojów, grupkę emerytów oraz ubranego w skórę harleyowca. Są również trzej
sympatyczni, aczkolwiek przerażeni i bezużyteczni żołnierze. No i główny
bohater, z wiecznie zapłakanym dzieciakiem przy boku.
Niestety, ilość nie przekłada się na jakość.
Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy jest wszechobecne, tragiczne
aktorstwo. Nie kiepskie lub słabe, tylko – tragiczne. Nawet nasze serialowe
gwiazdy zdają się murowanymi kandydatami do Oscarów w porównaniu z
występującymi w filmie „artystami”. Może z jednym wyjątkiem: mowa o Marcii
Gay Harden, grającej stukniętą fanatyczkę religijną. Bełkocze, przewraca
oczami i prawi kazania, a wszystko to w tak przekonujący sposób, że widz od
pierwszych minut ma ochotę własnoręcznie ją udusić. Jako jedyna potrafi
wywołać w odbiorcy prawdziwe emocje.

Kolejna nagana należy się twórcom za
wyjątkowo słabe dialogi (piszę słabe, by nie powtarzać – tragiczne):
napuszone, nadmiernie egzaltowane i wzbudzające niezamierzony śmiech.
Posłuchajcie sobie rozważań na temat istoty ludzkiej natury, gdzieś tak pod
koniec – prawdziwa ostra jazda bez rozumu.
Żeby nie było zupełnie pesymistycznie,
przyznaję maleńkie plusiki za przyzwoite efekty specjalne oraz zaskakujące
zakończenie. Ciekawie śledzi się również zmienne relacje pomiędzy
odizolowanymi mieszkańcami. Zabieg ów jednak nie dziwi, biorąc pod uwagę, że
mamy do czynienia z ekranizacją opowiadania Stephena Kinga. Jak wiadomo,
Król zawsze miał słabość do dociekania „co farmerom w głowach siedzi”.

Nasuwa się więc pytanie, czy warto „Mgłę”
obejrzeć? Prawdę mówiąc, osobiście żałuję, że nie poświęciłem tych dwóch
godzin na coś o wiele bardziej frapującego i wyszukanego, np. grzebanie
śrubokrętem w zębach. I niech to posłuży za odpowiedź.
|

|
::PLUSY::
+ nieszablonowe
zakończenie
+ Marcia Gay Harden
::MINUSY::
- słabe dialogi
- mierne aktorstwo
- schematyczna fabuła
- zaprzepaszczony potencjał
::OCENA FILMU::
2/10 |

|
| |
|
AUTOR:
KAMIL SZPYT |
|
|