| |
Nie jest łatwo pisać obiektywnie o remake'u
jednego z ukochanych horrorów, zwłaszcza będąc z założenia uprzedzonym do
remake'ów. Celowość kręcenia nowej wersji filmu, który nawet nie ma jeszcze
trzydziestu lat, a jego obsada wciąż żyje, pozostaje dla mnie tajemnicą.
Fabuły właściwie nie potrzeba streszczać, bo
pokrywa się z tą oryginalną - w małym amerykańskim miasteczku Springwood
nastolatki nagle zaczynaja śnić o paskudnie poparzonym mężczyźnie. Sny te
kończą się ich śmiercią. Dorośli, jak to zwykle i konwencjonalnie bywa, nie
potrafią udzielić im pomocy we właściwy sposób. Młodzież postanawia wziąć
sprawy we własne ręce...

Film sam w sobie nie jest taki zły (siląc się
na obiektywizm), ale inny niz pierwowzór i w porównaniu do niego wypada
blado. Przerobienie Koszmaru z ulicy Wiązów "na ponuro" pozbawiło
horror przede wszystkim dynamiki. Brak tu specyficznego i tak lubianego
klimatu lat 80-tych wraz z jego odrobinę kiczowatą oprawą, kolorową i
okraszoną charakterystyczną muzyką. Freddy z remake'u zatracił gdzieś swoje
makabryczne poczucie humoru, nie widać po nim ani krzty dawnego, pierwotnego
zadowolenia z bycia Freddym. Od 1984 roku technika poszła do przodu, dlatego
twarz nowego Kruegera wygląda znacznie bardziej realistycznie, to jednak za
mało. Nowy Freddy stał się bardziej poważny i demoniczny, skupiony bardziej
na swej zemście niż radosnej chęci czynienia krzywdy. Wciąż podkreśla, jak
to straszliwie został potraktowany przez rodziców dzieci ze Springwood -
czyli po prostu marudzi. Dawny Freddy był przede wszystkim energiczny,
skupiony na swoim ulubionym zajęciu - straszeniu i zabijaniu dzieci - które
dostarczało mu wiele widocznej przyjemności, wesołym, pewnym siebie facetem.
I to, paradoksalnie, czyniło go na swój sposób sympatycznym. Nowemu
zdecydowanie brakuje charakteru.

Obsada i gra aktorska nie rzucają na kolana.
Nowy odtwórca roli Freddy'ego, Jackie Earle Hailey, na krótko pokazuje się
na ekranie bez maski, a jako Krueger jest prawdopodobnie taki, jak założyli
twórcy filmu. Role nastolatków, jak to często bywa, grane są przez aktorów
starszych, w tym wypadku przez osoby, którym znacznie bliżej do trzydziestki
niż do osiemnastki. Z jakiegoś powodu scenarzyści pozostawili tylko imię
Nancy z pierwowzoru, resztę zmienili (Tina stała się Kriss, Glen Quentinem,
a Rod Jessem). Aktorów w tych rolach można oglądać przede wszystkim w
serialach, co rzutuje na ich odbiór w horrorze - kto nie pomyśli na widok
Kriss: "co tu robi Trish z Wyspy Harpera?" Gra aktorska zachowuje w
związku z tym pewien średni poziom, nikomu nie udało się jednak stworzyć
naprawdę charakterystycznej kreacji. Najgorzej wypadła niestety
najważniejsza postać - Nancy. Grająca ją Rooney Mara cierpiała chyba na
paraliż mięśni twarzy podczas kręcenia filmu, ponieważ nie widać po niej ani
grama emocji, a wszystkie kwestie wypowiada tym samym jednostajnym tonem,
cedząc słowa przez zęby. Do tego scenarzyści postanowili tę postać
"wzbogacić" o hobby, którego wczesniej nie posiadała - rysowanie swoich
sennych wizji. Sztywna Nancy przesiaduje zatem w swoim pokoju, rysując ze
słuchawkami na uszach, do autentyczności postaci stworzonej przez uroczą i
naturalną Heather Langenkamp jej daleko. Oglądanie nowego filmu staje się
chwilami denerwujące, kiedy się pamięta o pierwowzorze.

Remake zawiera sporo jump-scenes, twórcy
pokazali, że wiedzą, jak się dziś straszy w filmach, ale nie zaoferowali nic
poza tym. Stary Freddy nie potrzebował niebieskiego filtra na kamerze i tego
typu tricków, żeby straszyć. On po prostu był straszny i działał na
wyobraźnię. Ten nowy nie przestraszy nikogo sam w sobie. Jęcząc i
podkreślając swoją krzywdę jest znacznie mniej przekonywujący jako
niebezpieczny przeciwnik niż dawny, zadowolony z bycia nadnaturalnym
psychopatą.
Freddy to figura z lat 80-tych i w klimacie
tamtych czasów powinien pozostać. W filmie nie ma także kultowej sceny,
kiedy to śpiący Glen zostaje wciągnięty w łóżko, z którego następnie tryska
fontanna krwi - może to i dobrze. Idealnych rzeczy nie powinno się
udoskonalać na siłę, mogą się wówczas zwyczajnie zepsuć.
|

|
::PLUSY::
+ krótki
+
ma swój pewien klimat
+
realistyczna twarz Freddy'ego
::MINUSY::
- jest to słabo
odgrzany kotlet
- spłycenie postaci Freddy'ego i Nancy
- beznadziejna Rooney Mara
- za dużo efektów, za mało prawdziwego straszenia
- obsada serialowa wywołujaca za dużo skojarzeń
- słaba czołówka filmu (gdzie te noże z dawnych lat???)
::OCENA FILMU::
5/10 |

|
| |
|
AUTOR:
KAROLINA
GÓRSKA |
|
|