| |
“Evil Comes In All
Sizes”
Tuż przed śmiercią,
jeden z największych alchemików XX wieku, Andre Tulon, ukrył się przed
ścigającymi go Niemcami w nadmorskim hotelu Bodega Bay w Kalifornii. Poznał
on staroegipską sztukę ożywiania kukiełek. Zanim popełnił samobójstwo
starannie ukrył swoje marionetki. W 50 lat później, Neil Gallagher,
pochłonięty rządzą poznania sekretu lalkarza, werbuje do współpracy kilku
ludzi ze zdolnościami parapsychologicznymi. Niestety, wiedzę tą chce posiąść
tylko dla siebie i, gdy są już blisko odkrycia tajemnicy, znika w
tajemniczych okolicznościach. Po dłuższym czasie pozostali członkowie ekipy
odbierają jakieś znaki, sygnały w swojej podświadomości i dają zwabić się do
Bodega Bay. Na miejscu okazuje się, że Gallagher poślubił właścicielkę
pensjonatu, ale tuż przed ich przyjazdem, zabił się. Mroczne pokoje skrywają
jednak tajemnice, a przybyli goście będą musieli zmierzyć się ze złem...
Przyznam szczerze, że
mam wielki sentyment, jeszcze z dzieciństwa, do „Władcy Marionetek”. Kiedyś
wiele, wiele razy go oglądałem, w pewnym stopniu pasjonując się nim. Teraz,
po kilku ładnych latach od jego wydania, uważam, że mimo upływu czasu i
postępu techniki jest on bardzo przyzwoitym filmem.
„Władca Marionetek”
powstał na podstawie opowieści Charlesa Banda i Kennetha J. Halla. Przyniósł
on spory sukces (doczekał się aż 7 kontynuacji). Akcja praktycznie cały czas
dzieje się w starym kurorcie. Było to dobre posunięcie producentów - to
bardzo klimatyczne miejsce, a zdjęcia budynku wykonane na tle plaży i oceanu
są wręcz rewelacyjne. Same marionetki są bardzo dobrze zrobione. Ostrze,
Błazen, Główka, Panna Pijawka i Wiertło są wykończone w najdrobniejszych
szczegółach i stanowią ozdobę filmu – spece od efektów specjalnych dobrze
się spisali. Gra aktorska wypadła przyzwoicie; najlepiej w swoją role wczuła
się Irene Mircale (grająca biała wiedźmę Dane). Wszystkie jej obrzędy i
silny temperament spodobały mi się najbardziej. Słowa uznania należą się
także Richard’owi Band’owi, autorowi ścieżek dźwiękowych do wielu horrorów.
Tutaj pokazał swój kunszt; muzyka jest bardzo dobrze dopasowana do całości i
stwarza fajny klimat, a tytułowy kawałek jest od razu rozpoznawalny przez
wszystkich, którzy widzieli tę produkcję. Scenariusz dobrze napisany, tylko
na początku akcja dość wolno się rozkręca. Fani obrazów gore będą
zawiedzeni, gdyż film nie jest zbyt krwawy, chociaż jest w nim kilka
ciekawych scen.
Pomimo, że obraz nie
wywiera już takiego wrażenia jak kiedyś, jest wartym zobaczenia i stanowi
jedną z najlepszych części serii. Polecam go w szczególności fanom lalkarza,
a także wszystkim horror – maniakom.
ZOBACZ RÓWNIEŻ

DVD |

CIEKAWOSTKI |

KSIĄŻKI |

SYLWETKI |

MUZYKA |

DOWNLOAD |
AUTOR:
ROLAND |
|