| |
Hiszpańskie horrory mają pewną wadę – udają
oryginalne i świeże pretendując do miana „fenomenów kina grozy.” Tymczasem
bazują zwykle na cudzych lub ogranych motywach. Przykładowo Inni
opierają się na pomyśle Shyamalana z Szóstego zmysłu, a osławiony
Sierociniec bardzo przypomina Saint Ange. Podobnie Rec,
choć określany jako nowatorski i przerażający, tak naprawdę okazuje się
zlepkiem pomysłów już wcześniej oglądanych.

Główni bohaterowie są
pracownikami telewizji. Sympatyczna Angela o dużych zębach i wiecznie ukryty
za kamerą Pablo udają się do remizy, by tam kręcić nudny program o pracy
strażaków. Wkrótce nadarza się okazja, by obserwować ich pracę na żywo.
Podczas interwencji w domu starszej kobiety zaczynają dziać się rzeczy
dziwne i przerażające. Pokryta krwią starowinka dotkliwie gryzie policjanta
i strażaka. Do tego dom, w którym przebywają reporterzy, policja, straż i
mieszkańcy, zostaje zabezpieczony przez służby sanitarne niechętne do
udzielania wyjaśnień. Od tej pory wszyscy skupiają się na poszukiwaniu
wyjścia, a ich wysiłki rejestruje kamera.

Można powiedzieć, że Rec jest wariacją
filmu o zombie. Bo jak inaczej nazwać ludzi zainfekowanych tajemniczym
wirusem, agresywnych, zachowujących się, jakby stracili rozum, trudnych do
unieszkodliwienia nawet po śmierci? W zasadzie nie trzeba dodawać, że ich
ugryzienie powoduje rozprzestrzenianie się choroby. Jako że główni
bohaterowie to ekipa telewizyjna, film kręcony jest „z ręki,” dlatego obraz
trzęsie się i często niewiele widać. Z założenia miało to zapewne przydać
filmowi realizmu i podkreślić jego oryginalność, to jednak też już
widzieliśmy dawno temu w Blair Witch Project. Wybranie takiej
konwencji ma pewną zaletę – co kawałek w dialogi można wpleść kwestie:
„Wyłącz kamerę” i „Przestań filmować” oraz „Nie przestawaj filmować.”

Bohaterowie tego hiszpańskiego horroru dużo
przemieszczają się po schodach, sporo krzyczą i często zachowują się jak
banda kretynów. Całe szczęście akurat w budynku, gdzie przebywają, znajdują
się gabinet internisty i magazyn krawca. Twórcy filmu starali się nadać mu
głębszego wyrazu ukazując konflikty międzyludzkie, które nasilają się w
momencie zagrożenia. Niestety zachowanie wielu postaci, zwłaszcza służb
mundurowych i sanitarnych, denerwuje bezdenną głupotą. Kretyńskie
postępowanie ludzi, do których obowiązków należy między innymi spójne
działanie w sytuacjach ekstremalnych, doprowadza ich do śmierci, przez co
dodatkowo naraża resztę. Szczytem głupoty jest próba zrobienia zastrzyku
zombie przy posiadanej przecież przez bohaterów wiedzy o możliwościach tych
istot.

Nietrudno się domyślić, że
niewielu przeżyje do finału. Dopiero wtedy, gdy gaśnie światło i na „placu
boju” pozostaje już tylko ekipa telewizyjna, zaczyna w końcu robić się
ciekawie i nawet nieco strasznie, trochę w stylu The Grudge.
Interesujący motyw opętania postrzegany w kategoriach chemicznych zostaje
ledwie zarysowany i film się kończy. Pozostaje niedosyt zaprawiony
rozczarowaniem.

Film jest średni. Dosyć ciekawy efekt daje
to, że współpracującego z Angelą operatora Pablo nie widzimy przez cały
film. Rec jest ponadto dość przyjemnie krwawy. Natomiast kiedy
dowiadujemy się, że chodzi o wirus, zaczynamy się trochę nudzić, ponieważ
całość zaczyna być kolejną z konfrontacji ludzie – zombie. Stylizowany na
relację telewizyjną obraz trzęsie się i rwie, co bardziej wkurza niż kojarzy
się z reżyserskim kunsztem. Końcówka natomiast wygląda jak furtka do
kontynuacji. To hiszpańskie skrzyżowanie filmów o żywych trupach i Blair
Witch Project da się obejrzeć, ale bez rewelacji. Za podsumowanie niech
posłuży cytat z popularnej reklamy PZU: „Chciałem dobrze, a wyszło jak
zwykle.”
|

|
::PLUSY::
+ sympatyczna
bohaterka
+
końcówka
+
krew
::MINUSY::
- ale
to już było...
- głupie
zachowanie służb
- kończenie
filmu w miejscu, gdzie robi się ciekawy
::OCENA FILMU::
5/10 |

|
| |
|
AUTOR:
KAROLINA GÓRSKA |
|
|