| |
Stay Alive jest ostatnim filmem
nakręconym w Nowym orleanie przed tym, jak w miasto uderzył huragan
Katrina. Głównie z tego powodu jest wart uwagi, gdyż na ekranie możemy
zobaczyć miejsca, które zostały całkowicie zniszczone i są nie do
odtworzenia. Sama fabuła, bowiem nie jest ani zbyt oryginalna, ani, co
ważniejsze, nie wzbudza dreszczyku przerażenia i emocji. Nawet ciekawy
wątek, związany z Krwawą Hrabiną, czyli Elżbietą Batory (krewną króla
Stefana B.), zabójczynią kilkudziesięciu dziewic, został po hollywoodzku
przerobiony i niepotrzebnie udziwniony po przez dopowiedzenie dalszych
losów arystokratki, która wyjechała z Węgier do Nowego orleanu i tam
zabijała dalej, w dodatku czyniąc z ofiar zombie... Zatem zanim zacznę
właściwą część wypowiedzi, chciałbym pokusić się na klasycznym
sprostowaniu wątku historycznego fabuły.
Elżbieta Batory jest oczywiście postacią
autentyczną, pochodzącą z bogatej rodziny arystokratką, słynącą z
nieskazitelnej urody. W wieku piętnastu lat, ze względów politycznych
została poślubiona węgierskiemu hrabiemu, zwanemu powszechnie Czarnym
Bohaterem Węgier. Odtąd stała się hrabiną Transylwanii, a więc tej samej
krainy, w której wiek wcześniej władał Vlad Tepes, zwany Draculą.
Osamotniona w swej posiadłości na zamku w Cjethe (mąż niemal cały czas
spędzał biorąc udział w kolejnych wyprawach wojennych) zainteresowała się
czarną magią. Jako że miała obsesję związaną z urodą, poszukiwała sposobu na
zyskanie wiecznej młodości. Miały jej ją dać kąpiele w krwi młodych dziewic,
które wcześniej były torturowane w lochach jej zamku. Początkowo ofiarami
padały tylko wieśniaczki, więc nikt nie zwracał uwagi na krwawe praktyki,
ale z czasem hrabina założyła szkołę dla młodych arystokratek, z której to
szkoły dziewczęta zaczęły znikać w niewyjaśnionych okolicznościach. W pewnym
momencie cesarz Węgier Mathias II wszczął śledztwo, w wyniku którego w
lochach zamku znaleziono kilkadziesiąt ludzkich szczątków. Odbył się proces,
w którym Elżbietę oskarżono o śmierć około sześćset pięćdziesiąt dziewcząt,
sądzono również jej współpracownice, oskarżono ją o czary, jej podwładne
stracono. Hrabina jednak uniknęła śmierci, wykorzystując swe koneksje
uciekła, ponownie zamieszkawszy na zamku Cjethe, nigdy już go nie opuściła.
Została wydziedziczona, wkrótce potem zapadła na chorobę psychiczną, która
stała się przyczyną jej śmierci. Jej losy były jednym z elementów
inspirujących Brama Stokera przy pisaniu „Draculii” jak i również Williamowi
Brentowi Bellowi, reżyserowi oraz scenarzyście Stay Alive...
Naszą wędrówkę po świecie „Stay Alive”
rozpoczyna scena, w której animowana postać przemierza wnętrza zrujnowanego
dworku, odkrywając przy tym mrożącą krew w żyłach tajemnicę o wydarzeniach,
których skutkiem jest obecna sytuacja. W niedługim czasie zaczynają go
atakować zombie, postać ginie. Ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że to
tylko gra, którą testuje jeden ze studentów. Po zakończonej rozgrywce
kładzie się spać, jednak po krótkim odpoczynku zostaje obudzony odgłosami
dobiegającymi z korytarzy, rozpętuje się burza, odgłosy piorunów potęgują
napięcie, chłopak kontroluje pomieszczenia, popadając w paranoję, zaczyna
miewać halucynacje, by po chwili w identyczny sposób, jak postać z gry,
zginąć. Po paru dniach odbywa się pogrzeb, w którym bierze udział rodzina
oraz najbliżsi znajomi, między innymi Miller Banks, przyjaciel denata z
dzieciństwa, który obecnie pracuje w firmie promującej nowe gry. Jego osobę
obserwuje Abigail, która przejawia niezdrową fascynację okolicznościami
zajścia. Na pogrzebie Miller otrzymuje od siostry zmarłego torbę wypełnioną
rzeczami, które miały szczególne znaczenie emocjonalne dla chłopaka, w tym
nielegalną grę o mrocznym tytule „Stay Alive”. Po pogrzebie Miller pogrąża
się w smutku, przeglądając wraz ze swoimi znajomymi rzeczy, powracają
wspomnienia z dzieciństwa (te złe oczywiste), zatem jeden ze znajomych wpada
na pomysł by uczcić pamięć zmarłego honorową rozgrywką, w której weźmie
udział kilku zapaleńców, między innymi Millera przełożony. Spotykają się w
mieszkaniu, po podłączeniu interfejsu wkraczają w świat śmiertelnych zagadek
oraz niebezpieczeństw. Nieświadomi rozpoczynają rozgrywkę, jednak wraz
rozwojem fabuły gry ginie jedna z postaci, w tym samym czasie ginie również
jej master (gracz)... Zebrani uświadamiają sobie, że wszelkie wydarzenia w
wirtualnym świecie mają bezpośrednie odzwierciedlenie w rzeczywistości,
jedynym sposobem na ukończenie gry jest rozwiązanie głównego wątku fabuły a
co najważniejsze pozostanie przy życiu... a ty zdecydujesz się zagrać?
Komercyjna forma sztuki, tak możemy określić
najnowsze dzieło Williama Brenta Bella, reżysera a zarazem twórcy
scenariusza, który dał pole do popisu firmom reklamującym daną pozycję,
przez co zarobił ponad dwadzieścia milionów dolarów. Moim zdaniem jest to
doskonały przykład żerowania na naiwności widzów poprzez stworzenie filmu
legendy, jeszcze w fazie produkcji za pomocą rewelacyjnych spotów
reklamowych, szeregu plotek wyssanych z palca oraz wyczekiwanego trailera,
dzięki któremu wielu zdecydowało się pójść do kina na ten film. W moim
mniemaniu film kinowy powinien spełniać szereg wymogów, dzięki którym
dostosowana jest kategoria wiekowa oraz gatunek, niestety komercja
zwyciężyła, zatem z doskonale zapowiadającego się filmu grozy (dla
zainteresowanych: na pokazach przed premierowych była wyświetlana wersja
reżyserska, dostępna również na dvd, niestety tylko w USA) zniknęło kilka
znaczących scen, które nie tylko wnosiły wiele atrakcji wizualnych, lecz
również rozwijały fabułę pod względem historycznym. Stało się to a sprawą
wytwórni, która stwierdziła, że film jest zbyt krwawy i dosłowny, zatem
twórcy zrezygnowali bądź wycieli makabryczne sceny, by obniżyć kategorię
wiekową. Zrezygnowano z wątków historycznych w formie retrospekcji, wycięto
sekwencję ognistego romansu zakończonego seksem oraz mordu dziewczyny, która
została wypatroszona, zamiast tego dokręcono kilka scen ucieczek oraz nic
niewnoszących rozmów, zmieniono również zakończenie, bowiem krwawe
strumienie broczące z wieży, w której odradzała się hrabina były zbyt
kosztowne. Pozostaje, zatem pytanie, co widz ma okazję zobaczyć na
ekranie... odpowiedź banalnie prosta – niewiele akcji, zero napięcia, kilka
sekwencji komputerowych oraz bezbarwne postacie, ginące w standartowy sposób
dla gatunków tego typu.
Moją niejednoznacznie skondensowaną krytykę
zacznę od infantylnego aktorstwa przedstawicieli pokolenia gwiazd sitcom’ów
oraz produkcji nisko budżetowych. Brak warsztatu aktorskiego oraz trefność
doboru postaci przedłożyła się na zlepek żałosnych scen z udziałem młodzieży
wczuwających się w komputerowych maniaków gier pokroju horror survival.
Kolejnym elementem przyprawiającym o żenadę nawet niedoświadczonego widza
stał się sposób rozwoju fabuły, reżyser rozpoczął od mocnego wejścia, rodem
Hitchcocka, by chwile potem zniwelować wszelkie napięcie sennym zbiegiem
okoliczności, który doprowadza do romansu, sztampowej rozgrywki pomiędzy
złem a ofiarą oraz szeregu niepotrzebnych sekwencji i udziwnień, które po
prostu śmieszą.
Wielu zapewne zachwycie szczątkowy udział
grafiki komputerowej, która prezentuje się na ekranie doskonale, jednak jej
elementy zaczerpnięte zostały z wielu już kultowych pozycji pokroju „Final
Fantasy”. Na zachwyt zasługuje również muzyka ilustracyjna autorstwa Johna
Frizzell’a, jej elementy pogłębiają element zaskoczenia, podkreślają
sekwencję scen a co najważniejsze pozwalają przetrwać seans. Zastanawia mnie
tylko, dlaczego reżyser zgodził się na wycięcie aż czterdziestu minut filmu
oraz na zmianę zakończenia. Przecież projekt prezentowany w pierwotnej
wersji zyskał spore uznanie wśród publiki, przecież to w końcu tego typu
produkcje są produkowane dla miłośników filmów grozy a nie dla
dwunastolatków (kategoria wiekowa od dwunastu lat). Po seansie czułem się
wyprany z uczuć, pozbawiony emocji, w pewnym sensie oszukany przez
wytwórnię, bowiem nie tego się spodziewałem. Od dziś moje motto brzmi:
„Skoro płacę to wymagam!”, jeżeli macie podobne wymagania zapewne się nie
zdecydujecie na film pozbawiony elementów rozrywki w klimacie grozy oraz nie
ulegniecie szerzącej się komercji. Jest jeszcze tyle filmów nie odkrytych,
które nie miały szansy zaistnieć na wielkim ekranie, może zatem czas dać im
szansę zamiast „Stay Alive”. Na koniec pozostawiam was z pytaniem, czy wy
jesteście w stanie przetrwać ten seans?
|
::PLUSY::
+ Muzyka
+ Sekwencje komputerowe
::MINUSY::
- Pozostałe
::OCENA FILMU::
3/10
|
|
| |
|
AUTOR:
REQUIEM |
|
|