SPIS WEDŁUG TYTUŁÓW ORYGINALNYCH

0-99A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  Q  R  S   U  V  W  X  Y  Z  Ż  Ź


 



 

TESIS



 

 

::TYTUŁ POLSKI::
Teza

::REŻYSERIA::
Alejandro Amenábar

::SCENARIUSZ::
Alejandro Amenábar,
Mateo Gil

::MUZYKA::
Alejandro Amenábar,
Mariano Marín

::OBSADA::
Ana Torrent, Fele Martínez, Edwardo Noriega...

::KRAJ::
Hiszpania

::ROK::
1996

::CZAS TRWANIA::
125 min.


 
 

Stephen King stworzył swojego czasu ciekawą przypowiastkę, mającą zobrazować, jaką funkcję w życiu przeciętnego odbiorcy pełnią horrory. Mianowicie, każdy z nas jadąc nocą po autostradzie i widząc krzątającą się na poboczu przy rozbitym samochodzie policję czy służby medyczne odruchowo zwolni. Nawet, jeżeli nie musi. Tylko po to, żeby sekundę dłużej przyjrzeć się wrakowi, rozbryzgom krwi lub - jeżeli dopisze szczęście – zmiażdżonemu ciału. By poczuć nagły przypływ adrenaliny, a później przyśpieszyć i zniknąć za zakrętem. Temu samemu służą horrory: dostarczają perwersyjnych emocji bez ryzyka, niczym sex w azbestowej prezerwatywie. Trzeba jednak pamiętać, iż adrenalinę od heroiny różni tylko kilka liter – i obie uzależniają równie mocno. Chwila nieuwagi i dobra zabawa zamienia się wyniszczający nałóg.

Film rozpoczyna się dość mocnym akcentem: samobójca z nieznanych przyczyn rzuca się pod przejeżdżający pociąg. Część pasażerów próbuje przyjrzeć się rozciętym na pół zwłokom. Znajduje się wśród nich młoda studentka Angela (Ana Torrent), odciągnięta w ostatniej chwili przez służbistycznego konduktora. Sytuacja jest niemal identyczna do tej przedstawionej przez Kinga. Ale tym razem przypadkowy obserwator nie wróci do bezpiecznego, dobrze znanego sobie świata, pozbawionego brutalności i przemocy.

A właśnie - „Przemoc w środkach przekazu”. Ciekawy temat jak na pracę zaliczeniową ślicznej dziewczyny o twarzy aniołka, nieprawdaż? W celu jej napisania, dociekliwa studentka prosi promotora o wypożyczenie kilku niepublikowanych reportaży z wyjątkowo brutalnymi scenami zabójstw. Takimi, których nie puściła telewizja. Profesor niechętnie przystaje na prośbę seminarzystki. Zagląda do archiwum uczelni, przypadkowo odnajduje w nim tajne pomieszczenie, zabiera jedną ze zgromadzonych na półkach kaset i… umiera podczas seansu. „Sztywnego” wykładowcę odnajduje Angela i wykrada tajemniczą taśmę.

Na wszelki wypadek ukrócę wszystkie mogące się rodzić obawy: nie, nie mamy do czynienia z żadną ”ringowską” wariacją. „Tesis” porusza tematykę bardzo popularnych ostatnimi czasy „snuff movies”, czyli nagrań ukazujących „śmierć na żywo”, sporządzonych podczas wszelkiego rodzaju egzekucji lub specjalnie zorganizowanych zabójstw, niejednokrotnie poprzedzonych okrutnymi torturami.

Mimo upływu lat „Tesis” nadal fascynuje i zaskakuje. Można wręcz powiedzieć, że idealnie wpasowuje się w obecne trendy w kinie grozy, które skłaniają się raz w stronę pseudo-dokumentów, innym znowu razem - w stronę krwawego gore. Omawiane dzieło łączy w sobie oba te gatunki. I co istotne: robi to z odpowiednim wyczuciem i - powiedzmy – „dobrym smakiem”. Bez przesady i epatowania kiczem.

Wielkim atutem są również świetne dobrani aktorzy, niemalże - stworzeni do zagranych ról. Bez różnicy, czy mówimy tu o Bosco (Eduardo Noriega), posiadaczu wyjątkowo zimnych i pozbawionych emocji oczu, czy Chemie (Fele Martínez), niedomytym chudzielcu, przypominającym zblazowanego intelektualistę-dewianta. Takiego mordującego małe zwierzątka i onanizującego się majtkami zwędzonymi sąsiadce. W tym filmie jednak nic nie jest takie, jak się na początku wydaje: piękny nieznajomy może okazać się pozbawionym sumienia zabójcą, a fanatyczny wielbiciel porno – rycerzem w lśniącej zbroi. A może na odwrót? W sumie, kto wie… Fabuła kluczy niczym nawalony Mikołaj pomiędzy kominami, tak, że nie tylko biedna Angela, ale także my do ostatniej minuty nie mamy pewności, kto w rzeczywistości jest „tym złym”.

Jeżeli chodzi o minusy, to należałoby wytknąć twórcom, iż niektóre wątki są nieco naciągane. Na przykład tajemne pomieszczenie w środku uniwersytetu, o którym nie wie nikt z wyjątkiem reżyserów krwawych łaźni. Lub „niespodziewane i całkowicie przypadkowe” wyłowienie w tłumie studentów Bosco - pierwszego i zarazem głównego podejrzanego. Że też nasza urocza detektyw w spódnicy musiała trafić akurat na niego. Co za zbieg okoliczności…

W sumie, ostatni akapit możecie sobie darować, dodałem go tylko z recenzenckiej powinności. Lepiej zgaście światło, usiądźcie przed telewizorem i przenieście się w miejsce, gdzie ludzka śmierć to towar, na który jest naprawdę spory popyt. Aż chce się powtórzyć za Davem Mustainem: „Killing is my business… and business is good”! Nic dodać, nic ująć.



 

::PLUSY::
+ świetnie dobrani aktorzy
+ bezbłędne utrzymywanie napięcia

::MINUSY::
- pretensjonalność niektórych wątków

::OCENA FILMU::
9
/10



 

   

AUTOR: JAN CZARNY