| |
    
UNDEAD FAIRY - TALES
    
Manga,
nie tak dawno jeszcze odsądzana od czci i wiary japońska
sztuka komiksu, na dobre zagościła w naszym kraju. Choć w
porównaniu do sąsiadów zza zachodniej granicy tytułów na
naszym rynku mamy wciąż stosunkowo niewiele, mangowe
wydawnictwa starają się poszerzać ofertę. Także młodzi
Polacy próbują swych sił na tym polu, czego przykładem jest
pierwszy (i jak dotąd jedyny) tom Undead Fairy-Tales
Darii Maj.
Rysunki są bardzo ładne, kreska kojarzy się z dokonaniami
najbardziej uznanych autorów mangi. Stronę graficzną należy
uznać za największy atut komiksu Darii Maj. Wielbiciele
japońskiej kreski mogą podziwiać miedzy innymi słodką
lolitkę o puszystych lokach i wampirzego bishounena. Fanom
horroru natomiast powinny przypaść do gustu choćby obrazy
poćwiartowanych ciał. Rysunki są szczegółowe i cechują się
dynamiką, są czarno-białe (poza okładką). Do czytania jest
niestety niewiele, akcja zajmuje niecałe 50 stron i w
zasadzie pełni funkcję wstępu do historii właściwej, która w
założeniu kiedyś zostanie wydana. Fabuła, jak na mangę
przystało, łączy motywy z rozmaitych fantastycznych
konwencji. Akcja toczy się w przyszłości, po trzeciej wojnie
światowej, którą przeżyli przede wszystkim ludzie i wampiry.
Nietrudno się domyśleć, że te dwie nacje nie żyją ze sobą w
przyjaźni, główni bohaterowie komiksu są jednocześnie dwoma
stronami konfliktu. W pierwszym tomie Undead Fairy-Tales
otwierają się różne wątki, takie jak kazirodcza miłość,
opętanie, zemsta. Niestety wydawnictwo nie postarało się o
dobrego korektora i wypuściło przyzwoite dziełko Darii Maj z
żenującymi błędami, przede wszystkim ortograficznymi,
wkładając do ręki przeciwnikom japońskiego komiksu kolejny
argument antymangowy.
Będąc
fanem mangi warto postawić Undead Fairy-Tales na
półce, chociażby jako ślad rodzimej twórczości na tym polu.
Dla zdeklarowanego wielbiciela grozy komiks może być nieco
„zbyt lekki,” mimo tego czas z nim spędzony nie będzie
stratą.
    
|
|