| |
    
HELLBLAZER: STRACH
I WSTRĘT (TOM 2)
    
Jakiś
czas temu na rynku ukazał się drugi zbiorek paru świetnych
opowieści o Johnie Constantinie. Scenariuszem zajął się
oczywiście, tak jak poprzednio, Garth Ennis lecz człowiekiem
od rysunków jest tym razem Steve Dillon. Ten duet namieszał
nieźle jakiś czas temu w świecie komiksu, znanym już
tytułem „Kaznodzieja”. Styl Dillona jest niezły, twardy i
wyrazisty, trzeba także przyznać, że obrazowanie różnych
okropności i makabry wychodzi mu znacznie lepiej niż
Williamowi Simpsonowi. Zdaje się, że Simpson jest
rysownikiem delikatniejszej natury i lepiej odnajduje się w
przedstawianiu napakowanych przystojniaków i ostrych lasek,
niż scen rodem z horroru.
Co do samej historii, to
dzieje się sporo. Pierwszą część otwierają sceny rodzinne
Constantina, w której John dowiaduje się, że jego
siostrzenica podąża tą samą ścieżką co wujek. Constantine
musi zrobić wszystko, by jego najbliżsi uniknęli
niepotrzebnego cierpienia. W drugiej części zbiorku, nasz
egzorcysta obchodzi swoje czterdzieste urodziny, na których
nie zabraknie nawet tak znanej osoby, jak Potwór z Bagien.
Tak naprawdę to część „Za Boga i Ojczyznę” przyprawi
czytelników o mocne bicie serca, bo grozę i suspens autorzy
podnieśli do potęgi. Tragiczna śmierć przyjaciela i słodki
smak zemsty składa się na całość tej historii. W niej
Gabriel, syn Boży, zwątpi w swoje dalsze istnienie, a
ukochana Constantina, Kit rozstanie się z nim w niemiłych
okolicznościach.
Gdyby ktoś mi postawił
pytanie, czy klimat komiksu stworzony kreską Dillona jest
dobry, odpowiedź nie byłaby pozytywna. Osobiście wolę gładki
styl Simpsona i sposób, w jaki przedstawia twarz
Constantina. Cała kompozycja barw Toma Ziuko, nie jest
również tak intensywna i dobra jak w „Niebezpiecznych
nawykach”. Zgodzę się, co do poziomu brutalności, że Ennis w
duecie z Dillonem dają niezły popis, lecz brak mi w tym
wszystkim pewnego polotu i odpowiednio nakreślonego klimatu.
Co do dialogów, scen i dobrych kadrów, to największe plusy
całego komiksu.
    

     |
|