| |
    
HELLBLAZER 4: PŁOMIEŃ POTĘPIENIA
    

Constantine po starcie swojej
ukochanej Kit, wyprowadza się z Londynu do Nowego Jorku,
żeby zmienić otoczenie, zapomnieć o staracie i odbudować się
psychicznie. Jednak jego podróż zostaje zakłócona przez
swoich wrogów, miedzy innymi przez Pape Midnite – szamana
voo doo, który pokazuje mu normalny NY, a także NY
przypominający piekło. Co zrobi Constantine, aby przetrwać
to „piekło”?
„Hellblazer: Płomień
Potępienia” to dość ciekawa kontynuacja, w której napięcie i
zwroty akcji rosną wraz z postępem czytania. Każda z
czterech opowieści jest niezła, przybliżają samą postać
Constantine. Fabularnie posiada mniejszą wartość, ponieważ
nie mają one ze sobą większego powiązania, są to zlepki
opowiadań, które ukazały się w USA ładnych parę lat temu i
są wyciągnięte z różnych tomów, które miejmy nadzieję, że
Wam się spodobają. Znajdziecie tutaj dużo brutalnych i
makabrycznych kadrów oraz dużej ilości „łaciny”.
Nie zabrakło ciekawego
projektu graficznego okładki, która już sama mówi nam, że
będziemy mieć do czynienie z piekłem i jego mieszkańcami.
Wydaje mi się również, że czym dalej idziemy, tym gorszą
kreskę oglądamy. Oczywiście do prac Steve Dillona nie mam
żadnych zastrzeżeń, który współpracował przy produkcji „Hellblazera”
już wcześniej. Trochę gorzej prezentują się prace Willa
Simpson. Kolorystyce nie mam nic do zarzucenia, ponieważ
jest ona bardzo dobrze dobrana. Nie może zabraknąć czwartego
tomu na Waszych półkach, mimo, że czwórka jest trochę gorsza
od trójki, ale to zawsze i niezmiennie Consantine. Pozycja
obowiązkowa. Polecam!!!
|
|