| |
|
    
JESTEM LEGENDĄ
    
Album
Jestem Legendą stanowi adaptację klasycznej już powieści
grozy Richrda Mathewson, pod tym samym tytułem. Miłośnik
wampirów, (autor scenariusza 30dni nocy) Steve Niles
postanowił oddać hołd Mathewsonowi w postaci opasłej noweli
graficznej, wspaniale zilustrowanej przez mało znanego
polskim odbiorcom Elmana Browna.
Książka Mathewson została
wydana w 1954r, zaś jej akcja toczy się parę lat do przodu,
co sprawia, że historia utrzymana jest w konwencji science
horroru. Sama powieść doczekała się sporej ilości
ekranizacji, jak The Last Man on Earth z Vincentem Picem w
roli głównej (reż. Roger Corman), jak również najnowsza
wersja z Willem Smithem z 2008r.
O fenomenie powieści świadczy
również sposób, w jaki rozpisują się o nim mistrzowie
współczesnego horroru oraz znawcy gatunku. Można by więc
rzec, że już w momencie wydania książki, Mathewson zajął
bardzo ważne miejsce na horrorowym podium.
Nowelka Nilse’a i Browna
wiernie trzyma się pierwowzoru, nie pomijając nawet żadnego
szczegółu. Pamiętam doskonale jakie wrażenie wywarła na mnie
książka, lecz w przypadku komiksu nie mogę powiedzieć tego
samego. Dla czytelników którzy spodziewają się szybkich
zwrotów akcji i gładkiej narracji, komiks może stanowić
ciężki orzech do zgryzienia. Paradoksalnie rzecz biorąc,
album czyta się zdecydowanie gorzej niż książkę. Steve Niles
poszedł według mnie niezbyt dobrą drogą, zatracając się w
drobnych szczegółach, nie starając się nawet wyeksponować
tego co było najlepsze w książce. Technicznie rzecz biorą
klapa. Jedynie wprowadzenie i pierwsza konfrontacja z
wampirami zostały świetnie nakreślone, dalej komiks czyta
się dosyć opornie. Jedynie ciężka kreska Browna zdaje się
stanowić największy atut tego albumu.
Ślamazarne i suche
rozwinięcie wątków z książki oraz słaba psychologia
bohatera, której nawet genialne ilustracje nie potrafiły
naprawić, stoją według mnie pod wielkim znakiem zapytania.
Nilse w swoim scenariuszu podszedł do adaptacji ewidentnie
zbyt formalnie, okraszając całość, sporą dozą nudy i
ziewaniem. W efekcie wszystko wyszło bez smaku.
    

|
|