| |
|
    
LUCYFER (TOM 7): EXODUS
    
Postać
Lucyfera znana jest od pokoleń, jednak w świecie
ilustrowanym zawitała w serii komiksów Neila Gaimana "Sadman".
Gaiman zerwał całkowicie z konwencją wizerunku Lucyfera i
przedstawił go jako przystojnego i silnego mężczyznę.
Postacią Lucyfera zaciekawił się Mike Carey, który
postanowił napisać całą serię poświeconą właśnie jemu.
Siódmy tom "Lucyfera" znajduje się na półmetku jego przygód.
Lucyfer to swojego rodzaju
tasiemiec, który jak raz wciągnie czytelnika to będzie
chciał go przeczytać do samego końca. Dlatego jeżeli ktoś
doszedł już do siódmego tomu to historia musiała mu się
spodobać. Nie można zapomnieć, że znajdujemy się w Polsce,
gdzie porządne wydania komiksowe wychodzą raz na jakiś czas.
Z „Lucyferem” jesteśmy dopiero na półmetku, jednak należy
pamiętać, że do jego zakończenia zostaną jakieś dwa lata, a
może i więcej. Wątki historii zaczynają się zazębiać i to co
na początku mogło wydawać się nie jasne, w końcu powoli się
wyjaśnia. Dodatkowym plusem może być wątek Boga, który
opuszcza zastępy anielskie i pozostawia je same sobie. W ich
obronie staje Lucyfer.
Wydanie „Lucyfera” pozostaje
bez zmian – wielkość, papier kredowy, miękka okładka,
odpowiednia jasność kadrów.
Oprawa
graficzna nie zmieniała się od pierwszej odsłony. Może
denerwować brak szczegółów, które bardzo dobrze prezentują
potencjał rysowników, jednak z drugiej strony można
przyzwyczaić się do tego. Bardzo dobry dobór pasteli, który
w pewien sposób rekompensuje braki w kadrach. "Lucyfer" od
pierwszego do obecnego tomu nie zmienił się pod względem
wizualnym. Pozostaje mi polecić siódmy tom.
|
|