SPIS WEDŁUG TYTUŁÓW POLSKICH


0-9  A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  Q  R  S   U  V  W  X  Y  Z  Ż  Ź

SKARB W GLINIANYM NACZYNIU

 

Mariusz Kaszyński debiutował dobrze przyjętym  opowiadaniem na łamach  Nowej Fantastyki. Z tym większą niecierpliwością wyczekiwano na jego debiut książkowy. Opowieści grozy osadzone w Polskich realiach zawsze pociągały mnie najbardziej, z tym większą ochotą zabrałem się za lekturę.   

Skarb w glinianym naczyniu Kaszyńskiego jest  klasycznym horrorem, choć początkowo zdarza się autorowi trochę przenudzić.

Trudno się połapać w masie bohaterów pojawiających się na chwilę, by zaraz zniknąć, z uporem maniaka wymienianych przez autora z imienia i nazwiska. To co najbardziej przeszkadza w zapamiętaniu tych wszystkich imion i nazwisk, i skojarzenia ich z konkretnymi postaciami jest  brak opisów cielesności bohaterów. Nie wiemy tak naprawdę jak wyglądają. W powieści nie dowiemy się czy główny bohater był blondynem czy brunetem, czy był wysoki, czy niski. Czasem autor robi jakiś wyjątek od reguły, na przykład opisując kochankę jednego z bohaterów, chwali jej zalety cielesne. Jednak zasadniczo w książce opisy są słabą stroną. Nawet sam opis bestii czającej się w lesie jest bardzo skąpy. Ciężko utożsamić się z bohaterami, gdyż większość z nich wywołuje w czytelniku raczej ambiwalentne uczucia. Podstarzały facet zdradzający żonę z dziewiętnastolatką,  pani sołtys pragnąca tylko złudnego poczucia władzy, za nic mająca życie innych. Jednym słowem autor opisał bandę egoistów. Na tym tle wybija się w zasadzie główny bohater i jego rodzina. Wiejski pijaczyna i jego jedyna przyjaciółka, stara wiedźma. Najsympatyczniejszą postacią w powieści jest jednak wiejski księżulo, to zdecydowanie najciekawsza postać.

Czytając ma się wrażenie, że autor czerpał pełną garścią z przeróżnych horrorowych schematów. Pijacy, szaleńcy i dzieci widzą więcej niźli chcieliby zobaczyć. W nadmorskiej wiosce budzą się złe moce. Znikają psy, dzieci i dorośli. Zło czai się tuż obok. Schematyczne, ale potrafiące zaskoczyć. Już, już wiemy co się za chwilę zdarzy, ale mimo tego, dzieje się inaczej, niż się tego spodziewaliśmy. Choćby finałowa scena z księdzem.

Dialogi, zwłaszcza prowadzone pomiędzy dorosłymi, a dziećmi bywają sztuczne. Czasem też twórca wtrąca coś od siebie, jak choćby opisując zebranie w wiejskiej szkole, podczas którego cytując autora ,,pani sołtys  po raz pierwszy od lat miała mokro w majtkach i pierwszy raz od dziesięciu lat poczuła, że chce aby ktoś ją zerżnął’’. Czy książka jest brutalna?... jest, jeśli idzie  o mocną  odsłonę, egoistycznego oblicza  większości mieszkańców wsi. Owszem jest trochę krwi, ale brak zbytniego napięcia.

Tu stoję przed pewnym  dylematem, bowiem o ile na początku książka (pomimo zbrodni dokonanej na samym wstępie)  nudzi, to potem wciąga. Tylko, nie idzie za tym nic czego oczekiwalibyśmy od horroru, są tutaj wprawdzie wszystkie jego rekwizyty, aż do bolesnej schematyczności, ale powieść nie straszy. Owszem, gdy spotykam horror, który niesie ze sobą jakieś głębsze treści, zapominam o tym, że jego funkcją jest wywołanie strachu, jednak od książki, która nie rości sobie do owych głębszych treści pretensji, wymagam by wywołała w zamian upragniony dreszczyk emocji. Nawet gdy giną bohaterowie, z którymi zdążyliśmy się już zżyć, nie porusza nas ich tragedia, a przynajmniej mnie nie poruszyła. Bo skoro giną głownie typki, którym zamiast kibicować w walce o życie, chcielibyśmy sami przywalić, ich śmierć budzi bardziej uśmiech satysfakcji. Po za tym wszystko jest opisane w taki sposób, że nie potrafimy poczuć strachu bohaterów, a gdy  już bestia się pojawia i zabija, zabija w takich sposób, że trudno się przerazić. W horrorze chodzi o zawieszenie niewiary czytelnika w realność nadnaturalnych zdarzeń na kartach książki. I tutaj mamy problem. Przez wiele dni ktoś wyrzyna społeczność wioski na Polskim Pomorzu, przez ostatnie strony mamy wrażenie, że wybije mieszkańców co do nogi, a mimo to nie budzi to zbytniego zaciekawienia świata zewnętrznego. Owszem autor stara się to logicznie wytłumaczyć tym, że potwór nie wypuszcza nikogo, kto wyruszył po ratunek, ale mnie taka argumentacja nie przekonuje.

Zatem jak ocenić dzieło pana Kaszyńskiego? Jest to dobre czytadło, które wciągnie czytelnika. Znawcy horrorów oczekujący, że dzieło ich przerazi, raczej poczują się zawiedzeni. Książkę czyta się szybko, ale nie zapadnie ona w pamięć. Jeśli szukasz jakieś powieści, przy której mógłbyś miło spędzić kilka zimnych wieczorów, polecam. Jeśli szukasz, czegoś więcej, niż lekkiej lektury rozrywkowej, sięgnij raczej po coś innego. 

AUTOR RECENZJI: ANDRZEJ GÓRECKI

 
   



 

.: TYTUŁ ORYGINALNY :.
Skarb w glinianym naczyniu

.: AUTOR :.
Mariusz Kaszyński

.: TŁUMACZENIE :.
Brak

.: WYDANIE ŚWIATOWE :.
2008

.: WYDANIE POLSKIE :.
Runa 2008

.: ILOŚĆ STRON :.
444 stron

:: KUP TERAZ ::

KRÓTKIE ZESTAWIENIE:

OGÓLNA OCENA KSIĄŻKI:
4/ 10 

OCENA KSIĄŻKI JAKO HORROR:
5/10

 OCENA KSIĄŻKI OD STRONY LITERACKIEJ:
6 / 10

PLUSY:
+ Język,
+ narracja,
+ wciąga,

MINUSY:
- nudnawy  początek ,
- niektórzy, odpychający bohaterowie ,
- niemal, brak opisów wyglądu  bohaterów,
- ani bestia,  morderstwa  nie straszą
 




:: KSIĄŻKĘ DOSTARCZYŁO ::