|
Gdybyś wiedział, ile zalet ma ludzka skóra, nigdy nie zlekceważyłbyś własnej
wartości, mówi jeden z bohaterów powieści Grahama Mastertona i w skrócie można powiedzieć, że mniej więcej właśnie o tym jest to powieść. Choć nie tylko.
Tym razem zrezygnuję z jakiegokolwiek zarysowywania fabuły. WIZERUNEK ZŁA jest tak klasyczną pozycją w ramach nobilitowanego tutaj gatunku, że absolutnie nie ma takiej potrzeby. Fabularnie spełnia wszystkie jego wymogi. Typowi dla horroru bohaterowie; typowe zdarzenia i tępo akcji; odpowiednie dla potrzeb horroru miejsca zdarzeń. Wszystko na swoim miejscu, dopasowane z iście krawiecką precyzją.
Powieść, jak na Mastertona, dosyć pokaźnych rozmiarów około 350 stron. Wyjątkowo tym razem autor nie wykorzystywał żadnych starożytnych demonologii. W przypadku WIZERUNKU ZŁA Masterton zdecydował odwołać się do XIX-wiecznej powieści:
"Portret Doriana Graya" Oscara Wilda. I trzeba przyznać, że nawet nieźle mu to wyszło. Zdecydowanie jest to jedna z lepszych książek tego autora. Powieść trzyma w napięciu, jest mroczna, niepokojąca, a momentami dość
"bezpośrednia" w opisie. Całkiem ciekawie zarysowani bohaterowie i całkiem fajne dialogi.
Książka ma taki swój specyficzny klimat i atmosferę pewnej dwuznaczności. Trzeba jednak się uzbroić w cierpliwość, bo fabuła w niej snuje się raczej wolno, co jednak pozwala aby groza i niebezpieczeństwo powoli otaczało bardziej lub mniej świadomych zagrożenia bohaterów. Zresztą WIZERUNEK ZŁA balansuje trochę zwodniczo między thrillerem; horrorem w stylu Dziecka Rosemary; a horrorem w stylu Mastertona (tzn. jest też seks).
Powieść była jedynym niefrancuskim zdobywcą prestiżowej nagrody Prix Julia Verlanger, przyznawaną przez Francuzów, którą nagradza się interesujące pozycje z kręgu literatury science fiction, horror i fantasy.
W 2006 roku, w jednym z wywiadów Graham Masterton powiedział, że WIZERUNEK ZŁA dostał się do castingu książek, które mają być sfilmowane, ale jak dotąd żadne ostateczne decyzje nie zapadły. Szczerze mówiąc to może i lepiej. Film mógłby być z tego niezły, ale zrobienie go to raczej trudne zadanie, wymagające niezłych reżyserskich i
"scenariuszopisarskich" zdolności, a to jak wiadomo w Ameryce (i nie tylko) produkt mocno deficytowy, mam zatem mieszane uczucia, co do ewentualnej ekranizacji.
Polecam
AUTOR
RECENZJI:
PAWEŁ W.
RECENZJA KONKURSOWA |