| |
Zima. Mróz szczypiący w policzki. Drętwiejąca z zimna broda.
Skrzący się w promieniach słońca, trzeszczący pod stopami śnieg.
Tego dnia zostaliśmy z ojcem sami. Mama trafiła do szpitala z
powodu dużego brzucha, w którym, jak mi tłumaczono, znajdowało
się moje rodzeństwo. I faktycznie, po trzech dniach pojechaliśmy
zobaczyć braciszka. W pierwszym momencie byłem zdegustowany - to
mikre, pomarszczone, notorycznie wrzeszczące brzydactwo, to ma
być mój brat? No cóż, mogłem się tylko cieszyć, że ja tak nie
wyglądam. Makabra!
Po kilku dniach tato
przywiózł ich do domu. Początkowo cieszyłem się, że będę
starszym bratem(ach jakże to dumnie brzmiało). Szybko
oprzytomniałem, moja radość była przedwczesna. Oto ja, ten
pierworodny, wokół którego wszyscy skakali, którego zachcianki
były natychmiast spełniane, ten hołubiony rodzynek - nagle
zostałem zepchnięty do roli usługiwacza, tego gorszego, na
którego prawie się nie zwraca uwagi. Władzę w domu przejął mały,
różowiutki bożek, do którego rodzice dniami i nocami
pielgrzymowali, któremu oddawali niemalże nabożną cześć. To on
był teraz w centrum uwagi. Zostałem okrutnie zdegradowany -
cicho bo braciszka obudzisz...no pobaw się z
braciszkiem...zobacz jaki Adaś jest grzeczny, bierz z braciszka
przykład...uchhh niedobrze się robiło. Co się z nimi stało?
Dlaczego ten stwór tak ich odmienił? Jak śmiał? Szybko zacząłem
żywić do tego małego gnoma uczucie szczerej niechęci.
Rodzeństwo, z którego tak się cieszyłem okazało się potworem!
Tak sobie teraz myślę, jakiż ja wtedy byłem głupi. Teraz gdy
człek jest dorosły, patrzy na wszystko pod innym kątem. Czułem
się wtedy odtrącony, niekochany. A przecież to logiczne, że
małemu dziecku trzeba poświęcać więcej czasu niż temu starszemu,
Ach gdybym wtedy wiedział to co wiem teraz, byłbym zupełnie
inny...
Gnom rósł jak na drożdżach. Im był starszy tym więcej miał
roszczeń do świata, który go otaczał. Mojego świata! Najpierw
musiałem zacząć pomagać przy usługiwaniu jaśnie panu. Nosić
butelkę z mlekiem. Bawić się. Prowadzać na spacerki. Potem, o
zgrozo, podzielono na dwie połowy mój pokój. Tak! Ten sam, w
którym łaskawie odstąpiłem kąt na łóżeczko dla tego niegodziwca.
Aż słabo mi się zrobiło gdy ojciec oznajmił, iż ta druga połowa
od teraz będzie jego, i że mam to uszanować. SKANDAL!
Kurcze, teraz, gdy mam już prawie trzydziestkę na karku,
uświadamiam sobie ile lat straciłem przez głupią zazdrość. A
przecież rodzice mnie wcale nie olewali tylko po prostu zaczęli
traktować jak bardziej dorosłego. To była nobilitacja, a ja tego
nie zauważyłem, potraktowałem jak karę...
Jak kula u nogi - najpierw wlókł się za mną gdy go prowadzałem
do przedszkola, potem gdy chodziliśmy do szkoły. Po zajęciach,
zamiast trzaskać z kumplami w piłę, musiałem karnie prowadzić
tego berbecia do domu. Jakby tego wszystkiego było mało, na
mojej głowie wylądowały nowe obowiązki czyli: odkurzanie,
zmywanie naczyń i pomoc przy robieniu zakupów. Nie to bym był
leniwy i się wykręcał. Co to to nie! Jednak szlag mnie trafiał,
bo gdy ja musiałem zasuwać, ten leniwiec leżał w tym czasie do
góry brzuchem. I te tłumaczenia - bo on jeszcze za mały; bo
kiedyś jak dorośnie też będzie robił to co ja(taaa tere fere a
głupiemu radość! Na pewno mu się upiecze).
Łza się w oku kręci. Teraz, kiedy jest za późno by cofnąć czas.
Pierwszy raz potraktowałem brata jak kumpla, a nie jak
konkurenta, dopiero na studiach - on był wtedy w drugiej klasie
liceum. Nie wiem czemu tak się ułożyło ale wyrosłem na skrytego,
nieśmiałego chłopaka. Mój młodszy brat w tym czasie wyrywał
takie panny, że aż oko bielało z wrażenia.
Niby już te
wszystkie wojny domowe odeszły w niepamięć, niby obaj
dorośliśmy, ale za każdym razem gdy przyprowadzał jakąś laseczkę
do domu, czułem w głebi serca to ukłucie zazdrości - Ech on
znowu ma lepiej; jego świat bardziej kocha niż mnie...dlaczego
on nie ja? Pamiętam, że kiedyś miałem straszny dołek. wtedy
braciak klepnął mnie w plecy i zakomenderował, że możnaby w
końcu razem wyskoczyć na browca jak brat z bratem. pogadać
trochę. Wylądowaliśmy w jednym z okolicznych pubów. Gdy już
byłem nawalony jak drzwi od gajówki, gdy ten cały szlam żalów,
zazdrości, oskarżeń, gdy to wszystko co przez te lata się we
mnie nazbierało - wypłynęło wreszcie podczas rozmowy. O dziwo
przyjął to ze zrozumieniem. Zaliczyliśmy jeszcze kilka knajp.
Wypiliśmy wiele browców. Nad ranem okazało się, że to złośliwe
stworzenie, mój młodszy braciak, jest mi najlepszym kumplem.
Szybko nauczył mnie jak skutecznie podrywać dziewczyny, jak
wzbudzać w nich fascynację. Zaprosił do swojej paczki. Stał się
przyjacielem pełną gębą. Jakże ja teraz żałuję, że przez te
wszystkie lata traktowałem go jak szkodnika, jak zło konieczne,
choć niczemu nie był winien. W pełni zrozumiałem to dopiero
teraz, kurczowo ściskając w dłoni słuchawke od telefonu. Nie
mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałem. Mój brat,
Adam...zginął wczoraj w Afganistanie....
AUTOR:
Krzysztof T. Dąbrowski
|
|