ARENA HORROR
   
 



"SCHRON 7/7" ANNA STAROBINIEC

Tytuł oryginału: Ubieżiszczie 3/9
Data wydania: 11.09.2008

Format: 142mm x 202mm

Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
Tłumaczenie: Ewa Skórska
Cena detaliczna:
29,90 zł


 

Masza, fotoreporterka, jedzie do Paryża na targi literatury dziecięcej. Jednak na miejscu wszystko idzie nie tak – Masza nie może wytrzymać w ciasnym pokoiku taniego hotelu, nie dostrzega uroków miasta i z każdą chwilą czuje się coraz gorzej. Rozbita i chora, zapada w sen pełen koszmarów jak z okrutnej baśni. Gdy się obudzi, okaże się, że koszmar trwa...

W hipnotyzującej powieści Anny Starobiniec, bliskiej klimatem powieściom Kafki, Bułhakowa i Pielewina, rzeczywistość wydaje się natrętną halucynacją, a baśniowy folklor czymś przerażająco realnym. Nic tu nie jest takie, jak się wydaje: realność płynnie przechodzi w fantastyczny horror, horror zaś wkracza w realność, budząc z uśpienia najbardziej pierwotny, dziki, zniewalający strach.

Anna Starobiniec (ur. 1979)

Dziennikarka rosyjska, jedna z najbardziej obiecujących rosyjskich autorek fantastyki. Debiutowała zbiorem opowiadań Szczeliny (Prószyński i S-ka, 2007), z pogranicza fantastyki i metafizycznego thrillera. W jej twórczości wyraźne są wpływy powieści Stephena Kinga i filmów Davida Kronenberga, ale czerpie także z najlepszych tradycji literatury rosyjskiej.

FRAGMENT:

II
NIECZYŚCI

 W tym zakładzie dzieci traktowano specjalnie, inaczej niż w innych miejscach. Tu opowiadano im bajki, czytano wykłady z historii i śpiewano kołysanki.

– Au, nie kładź się z brzegu, przyjdzie szary wilczek, ugryzie cię w boczek… – śpiewały salowe.

A potem gasiły światło i wychodziły, i dzieci zostawały same. Te, które mogły się ruszać, odsuwały się od brzegu łóżka. A te, które nie mogły, leżały w swoich wykrzywionych pozach i wpatrywały się szeroko otwartymi oczami w czarne rogi pokoju. One wiedziały. Czekały – wilk czy nie wilk, ktoś na pewno podejdzie do nich tej nocy, tak jak przychodził poprzedniej i będzie dotykać ich w ciemności, będzie obwąchiwać ich wykręcone szyje, będzie wbijać ostre, ciepłe zęby w ich chude, kościste boki.

III
DZIECKO

 Co wieczór przed pójściem spać Chłopiec przychodził do chatki Śpiącej. Po prostu stawał obok łóżka, patrzył na dziewczynkę i cicho z nią rozmawiał. Opowiadał jej o tym, jak spędził dzień, o tym, jaka ona ładna, i jeszcze o tym, że kiedyś na pewno się obudzi. Śpiąca nigdy nie otwierała oczu, ale czasem leciutko się uśmiechała albo poruszała ustami, jakby chciała odpowiedzieć…

Wkrótce Chłopiec przyzwyczaił się do życia w lesie.

Zupełnie stracił rachubę czasu. Nieczyści z zasady nie używali kalendarzy. Nie dzielili czasu na lata, miesiące i tygodnie. Doszło do tego, że Chłopiec zapomniał, co było po styczniu w normalnym, ludzkim życiu – marzec czy luty. Mieszkańcy lasu nie liczyli dni, nie nadawali im żadnych nazw, nie przyporządkowali liczb. Niedługo – mówili. Kiedyś – mówili. Jakoś potem – mówili. Pewnego dnia – mówili.

 Pewnego dnia Kościana powiedziała:

– Dzisiaj znów pójdziemy do Tego, Który Opowiada. On chce ci opowiedzieć pewną historię, synku.

 I tak jak poprzednio stół w sali Tego, Który Opowiada uginał się od jadła. Kurczaki i kaczki, prosię i barani szaszłyk, jesiotr, ser, szynka, sałatki, pasztety, ragoět. Bliny ze śmietaną i z powidłami, z czarnym kawiorem i łososiem. Owoce i warzywa, lody i musy waniliowe, ciasta i torty – wszystko, co tylko można sobie zamarzyć – wszystko tu było.

Podobnie jak poprzednio, przed Tym, Który Opowiada stała czara z miodem w kolorze bursztynu i jeszcze jedna, z piwem w kolorze nafty.

– Siadaj – powiedział Ten i wskazał Chłopcu miejsce przy stole. – Częstuj się.

– Dziękuję – odparł Chłopiec i nałożył sobie na talerz kilka blinów i sałatkę.

– Dzisiaj opowiem ci bardzo starą historię. Nosi tytuł „Zaklęcia”. A więc, słuchaj…

 

Zaklęcia

 

Bardzo stara historia.

 – Kiedyś wszystko było inaczej; kiedyś, dawno, dawno, tysiące lat temu wszystko było inaczej. Nie byliśmy zamknięci tu, w tym śmierdzącym… – Ten podniósł do ust czarę z miodem, skrzywił się i odstawił na bok – w tym nieprzebytym lesie, w tych ubogich chatach… Żyliśmy wśród ludzi i mogliśmy żyć wszędzie, gdzie tylko chcieliśmy. Cały świat należał do nas. Tym światem rządziłem ja, a pomagał mi mój brat, Nieśmiertelny.

– To on jest pana bratem? – zdumiał się Chłopiec.

– Już nie. – Ten spochmurniał. – Już nie, Waniusza. Wyrzekłem się go.

To było dawno, dawno temu. Obaj byliśmy młodzi, silni i szczęśliwi. I obaj pokochaliśmy jedną dziewczynę, najpiękniejszą na świecie. Ona była smukła i gibka jak drzewo, skórę miała białą jak śnieg, oczy jak gwiazdy, a włosy jak słońce o zachodzie…

Pokochaliśmy ją równie mocno i żaden z nas nie mógł, i nie chciał ustąpić drugiemu. Wtedy poprosiliśmy, żeby ona sama wybrała któregoś z nas. I ona wybrała… – Ten na chwilę zacisnął usta, bacznie wpatrując się w piwną pianę – …nie mnie.

Nie mnie.

Byłem młody i silny… Ale nie, nie ma sensu szukać dla siebie usprawiedliwień i wytłumaczeń. Jednym słowem, wpadłem w gniew. W straszny gniew. I postanowiłem, że skoro tak, to ona nie dostanie się żadnemu z nas. Ani ona, ani żadna inna kobieta. Wtedy w rozpaczy i gniewie podzieliłem świat na Jawę i Nawę. Ona i wszyscy ludzie zostali w Jawie, a w Nawi znaleźliśmy się my – Nieczyści. A potem wypowiedziałem straszne zaklęcie… – Ten, Który Opowiada zasłonił twarz rękami i zamilkł.

– Jakie, jakie zaklęcie? – Chłopiec pochylił się do przodu.

Ten odsłonił twarz; wyglądał teraz na jeszcze bardziej zmęczonego niż zwykle.

– Powiedziałem, że Jawa będzie oddzielona od Nawi i że nikt nie zdoła przekroczyć tej granicy ani z tej, ani z drugiej strony dopóty, dopóki żyje Nieśmiertelny. Dopóki nie złamie się Igła, na końcu której kryje się jego śmierć. A Igłę… – Ten znowu zamilkł, pokręcił głową i powiedział: – Igłę oddałem jej, tej dziewczynie.

– Po co? – spytał Chłopiec.

Ten pokręcił głową i spróbował się uśmiechnąć.

– Jesteś jeszcze mały, Waniusza. Nie rozumiesz takich rzeczy. No, jakby ci to wyjaśnić… to nie dawało jej żadnej możliwości ruchu. Nie łamiąc Igły, nie mogła przejść po moście, łączącym Jawę i Nawę. A złamać Igły też nie mogła – wówczas on by umarł i nie miałaby do kogo iść. Chciałem, żeby dręczyła się tym wyborem przez całe życie. Pewnie myślisz, że to okrutne, co?

– Taak. – Chłopiec skinął niepewnie głową.

– Być może. Może to faktycznie było okrutne. Ale gdybyś wiedział, jak tego żałowałem… potem. Z mojej strony to było nie tylko okrutne, ale również potwornie głupie. Zamknąć nas wszystkich tutaj – na wieki! I przede wszystkim – dlaczego? Uczucia dawno minęły, i miłość minęła, i nienawiść… tysiące lat temu… A wszyscy ciągle tu siedzimy.

Pokręcił głową.

– I co, zupełnie nie możecie się stąd wydostać?

– Nie… a raczej… czasem możemy stąd wyjść i na jakiś czas wejść w ludzi. Ale te wyjścia trwają krótko, poza tym potrzebny jest odpowiedni dawca… Mamy na oku jedno miejsce – mówiłem ci o nim w swojej pierwszej historii… ale to ciągle nie to, nie to! My i tak nie jesteśmy wolni…

– A czy nie dało się jakoś odwołać tego zaklęcia?

– Nieśmiertelny próbował, ale nic mu z tego nie wyszło. Nie mógł odwołać tego, czego ja zapragnąłem. Za to rzucił swoje zaklęcie, a raczej dwa zaklęcia. Jedno – żeby ona się nie dręczyła, a drugie… drugie, żebym ja się dręczył. Jeśli cię to interesuje, opowiem.

Chłopiec skinął głową i dopiero wtedy spostrzegł, że siedzi z otwartymi ustami. Zamknął je, potem znowu otworzył i powiedział:

– Bardzo mnie interesuje.

– W takim razie posłuchaj o pierwszym zaklęciu… Nieśmiertelny powiedział, że ta dziewczyna i tak nie zdoła nigdy złamać Igły – ani ona, ani nikt inny. Będzie to mógł zrobić jedynie Chłopiec, który jeszcze się nie urodził i urodzi się nieprędko. Gdy Chłopiec skończy siedem lat, pewien głupi lekarz, z woli losu, da mu ogromną władzę. Lekarz będzie operował chłopca i sam o tym nie wiedząc, wytnie mały kawałeczek jego czaszki w ten unikalny sposób, jeden na tysiąc, który pozwoli chłopcu pokonywać granicę między Jawą i Nawą.

W przeddzień swoich osiemnastych urodzin chłopiec złamie Igłę, a gdy to zrobi, nastanie Koniec Czasu. Przedtem jednak Chłopiec stworzy Schron – i po Końcu Czasu zabierze tam wszystkich, których będzie chciał. Nieśmiertelny powiedział, że Chłopiec będzie miał na imię Iwan. No i to właśnie ty jesteś tym Chłopcem.

– Ale ja nie jestem Iwan! – oburzył się Chłopiec.

– Jesteś, jesteś… – rzekł ze zmęczeniem Ten. – To nieważne, jak nazwała cię twoja mama. Ty jesteś tym Chłopcem.

– Skąd pan wie?

– Po prostu wiem i już.

– Ale dlaczego pan tak myśli? Mało to Iwanów na świecie? I wielu osobom robiono operację…

– Nie pytaj. Tak po prostu jest. Taka bajka, Waniusza.

Chłopiec nie odpowiedział. Z rozdrażnieniem nabił na widelec blin z czerwonym kawiorem i zjadł go. A potem włożył do ust jeszcze jeden.

– A drugie zaklęcie? Powiedział pan, że były dwa?

– No, drugie rzucił to już tylko po to, żeby się na mnie zemścić. Nieśmiertelny powiedział, że póki on żyje, ja nie będę mógł ani jeść, ani pić. Będę mógł jedynie opowiadać.

– Rozumiem – powiedział Chłopiec i zaczerwienił się.

Poczuł się niezręcznie i nie wiedział, co z zrobić z tym blinem, którego już miał w ustach. Jakoś tak głupio teraz gryźć, wypluć też niezręcznie… W końcu Chłopiec wepchnął językiem blin za policzek i powiedział:

– A co było dalej?

– Nic szczególnego. Siedzimy sobie tutaj, zamknięci… i zabijamy czas. Nieśmiertelny od tamtej pory nie przepuścił żadnej spódniczce, z miejscowych oczywiście – rusałkom, kikimorom… Łapał je i zamykał w swojej wieży. A potem wypuszczał albo one same uciekały. Ale on nie przejmował się tym, bo tak naprawdę, to wcale mu na nich nie zależało. On przez cały czas szukał takiej, która byłaby podobna do tamtej dziewczyny. Ale żadna nie mogła się z nią równać.

– A tamta dziewczyna? – Chłopiec zawahał się i znów się zaczerwienił. – Ta, którą pan… kochał? Co się z nią stało?

– Już jej nie ma – odrzekł Ten.

– Umarła? O, przepraszam pewnie nie powinienem pytać…

– Ależ nie, nic nie szkodzi. To już nieważne. Ona… długo próbowała odnaleźć drogę do nas, ale nie zdołała. Musiałaby być taka jak my, musiałaby być nieczystą… Ale nie zarzuciła swoich bezskutecznych prób i w efekcie straciła rozum z rozpaczy. A może po prostu nie chciała dłużej żyć?… Wbiła sobie Igłę prosto w serce – i umarła.

– A potem?

– Potem… potem Igłą zawładnęła Zła Czarownica.

– Ta, którą widziałem w chatce z czekolady?

– Tak, ta sama. Nazywa się Lucyfa i teraz to ona ma Igłę. Posłuchaj, Waniusza, możesz pomóc nam wszystkim. Musisz nam pomóc. Nie możemy dłużej siedzieć tu, w zamknięciu. Gdy dorośniesz, będziesz z nią walczył i w tej Ostatniej Bitwie my wszyscy staniemy po twojej stronie.

– Ale przecież jeśli Igła się złamie, to nastanie Koniec Czasu, tak pan powiedział, prawda? A Koniec Czasu to przecież to samo, co koniec świata, tak?

– No w zasadzie… tak. To będzie koniec świata.

– Ale przecież wtedy wszyscy umrą? Nie tylko Nieśmiertelny, ale i cała reszta? I pan też? I ja? I świat zniknie?

– To nie do końca tak, Waniusza. Niezupełnie. Wspomniałem, że przed Końcem Czasu zbudujesz Schron i zabierzesz tam wszystkich, których będziesz chciał. A reszta świata – tak, zniknie.

– Ale ja wcale nie chcę, żeby świat zniknął!

– Twoja sprawa. Ale nie odmawiaj tak od razu, Waniusza. Pomieszkaj tu na razie, rozejrzyj się. Posłuchasz moich historii, a ja będę ci dużo opowiadał, a potem zobaczymy. Może zdecydujesz, że tamten świat wcale nie jest ci potrzebny – i do licha z nim! Ukryjemy się w Schronie, przeczekamy… a potem na pewno pojawi się nowy świat, znacznie lepszy i w nim będziemy pełnoprawnymi gospodarzami. Zastanów się nad tym, dobrze?

– Dobrze – odparł Chłopiec.

– No to pięknie – rzekł Ten, ponuro patrząc na zastawiony stół. – I ja tam byłem…